Pamiętnik Luny, 28 kwietnia
(poniedziałek)
Odkąd odzyskałam naszyjnik zmieniło
się wiele rzeczy. Spędzam więcej czasu z Solisem. Mimo że nadal często mi
dokucza, to teraz mniej mnie to denerwuje. A raczej widzę w tym więcej
przyjaźni aniżeli wrogości. Myślę, że bardziej mnie to bawi niż irytuje. Stał
się dla mnie przyjacielem. Kilka razy on i Cahil przysiedli się do mnie na
stołówce.
Cahil ma
rude włosy i zielone oczy. Jest wysoki, ma chyba z metr osiemdziesiąt. Jest
jakieś trzy centymetry wyższy od Solisa. Dobrze się z nim rozmawia. Ciągle
żartuje, ale nie nabija się z innych. Nawet przeprosił mnie, że musiałam
tańczyć z Jessicą na dyskotece. Choć cały czas mam wrażenie, że gapi się na
moje włosy. Trochę to denerwujące, ale staram się nie zwracać na to uwagi. Tak
samo jak na wścibskie spojrzenia osób, które akurat są w stołówce.
Teraz byłam
w drodze do biblioteki. Chciałam, chyba po raz setny, wypożyczyć moją ulubioną
książkę. Znam ją już na pamięć, ale nadal kocham ją czytać. Łatwo jest mi się
utożsamić z główną bohaterką, bo to też niezwykła anielica. Choć osobiście
uważam, że ma o wiele łatwiej ode mnie, bo ona mieszka wśród ludzi, którzy
wiedzą o istnieniu aniołów i tylko nie ma skrzydeł. To jest jej największy
kompleks. Osobiście chciałabym nie mieć skrzydeł. O jedną tajemnice mniej.
Zaczęłam dokładnie
przeszukiwać półki. Dobrze wiedziałem, gdzie jest książka, której szukam, ale
miałam nadzieję znaleźć coś ciekawego czego jeszcze nie czytałam. Rzuciły mi
się w oczy dwie książki, które wzięłam, po czym poszłam do sektora B, po
„Anioła”.
Jednak chyba
nie uda mi się jej wypożyczyć. Gdy weszłam między regały, zobaczyłam, że czyta
ją inna dziewczyna. Miała krótkie blond włosy i nosiła okulary. Była niska,
niższa ode mnie o ponad dziesięć centymetrów. Miała z metr pięćdziesiąt pięć i
była szczupła. Przyglądałam się jej
mając nadzieję, że odłoży książkę na miejsce, ale w pewnym momencie popatrzyła
na mnie.
- Potrzebujesz czegoś? – spytała łagodnie
się uśmiechając.
- Zastanawiam się, czy wypożyczasz tę
książkę. – odpowiedziałam nieco zawstydzona, że mnie zobaczyła.
- Tak. To trochę nie mój gatunek, ale od
dawna chcę ją przeczytać. Jednak ciągle jest wypożyczona. – odparła nieco
zniecierpliwionym tonem.
- Wybacz, to ja ciągle ją przetrzymuję. To
moja ulubiona książka… – zaczęłam się tłumaczyć.
-
Skoro tak dużo razy ją czytałaś, to musi być naprawdę dobra – odpowiedziała z
rozbawieniem – Jestem Cassidy. A ty?
- Luna – odpowiedziałam z uśmiechem.
Nie musiała
się przedstawiać. Podobnie jak Solis należała do szlachty, więc każdy o niej
słyszał. Z tego co wiem, archanioł Gabriel był jej, ileś tam pra-,
pradziadkiem.
- No tak, w sumie mogłam się domyślić. –
odparła pukając się w czoło.
- Słyszałaś o mnie? – spytałam zaskoczona.
- No jasne. Każdy słyszał. Jesteś chyba
jedynym istniejącym aniołem z czarnymi włosami. – oznajmiła podekscytowana, po
czym dodała – No i Solis mi trochę o tobie mówił.
- No tak.
Zapadła
niezręczna cisza. Nigdy nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi, a żeby się tego
nauczyć trzeba to robić, a ja nie miałam zbyt wiele okazji ku temu.
- To ty dopasowywałaś do siebie ankiety na
dyskotece, prawda? – spytałam, gdy sobie o tym przypomniałam.
- Tak, to byłam ja. – odpowiedziała wyraźnie
zadowolona z przerwania ciszy – Cahil mnie o to poprosił.
- Jak je łączyłaś ze sobą?
- Szczerze to nie było na to jakiejś
konkretnej metody. – zastanowiła się jak to dalej wyjaśnić – Po prostu
przeczytałam wszystkie ankiety i zrobiłam parę z tych co wydały mi się
interesującym połączeniem.
- Jeśli wziąć tylko to pod uwagę, to już
rozumiem dlaczego skończyłam z Jessicą. – westchnęłam z ulgą, zadowolona, że
nie zostałyśmy dopasowane na podstawie podobieństwa.
- A tak. Solis mówił mi o naszyjniku. To
było okropne z jej strony.
- Odzyskałam go, więc już wszystko w
porządku. – odparłam i machnęłam
lekceważąco ręką.
- Nie! To wcale nie jest w porządku!
- Ćśśś – zasyczała bibliotekarka, gdy
Cassidy podniosła głos.
- Przepraszam – wyszeptała, po czym znów
zwróciła się do mnie – Tak się anioł nie
zachowuje. To była zwyczajna kradzież.
- Dzięki. – powiedziałam, zadowolona, że
ktoś stoi murem za mną w tej sprawie.
Cassidy
wzięła książkę i razem podeszłyśmy do stolika, gdzie wypożyczało się książki.
Obie kierowałyśmy się do akademika, więc po drodze trochę ze sobą rozmawiałyśmy.
Okazało się, że tak jak Cahil też jest w radzie uczniowskiej. Odpowiada za
papierkową robotę. Dowiedziałam się też, że w maju odbędzie się „Festiwal
Szaleństwa”. Będzie to polegało na tym, że na początku maja wszyscy zaczną
przygotowywać różne atrakcję i stoiska. Będą mieli na to dwa tygodnie. A w
trzecim tygodniu uczniowie zostaną zwolnieni z zajęć w szkole i zamiast tego
będą pracować i bawić się korzystając ze wszystkiego, co przygotowali. Podobno
zaproszone będą wszystkie anioły, nie tylko uczniowie. Zastanawiam się, czy nie
zrobi się za ciasno na Valerii. W końcu na wyspie mieszkają tylko uczniowie i
pracownicy szkoły oraz pobliskich sklepów. To naprawdę będzie szalone.
Rozstałyśmy
się na schodach. Poszłam do swojego pokoju i zanurzyłam się w lekturze. Nie mam
dużo czasu, bo pani Stone i pana Kadoriusza w przyszłym tygodniu nie będzie,
więc popołudniami mamy dodatkowe lekcje magii anielskiej, by potem nie mieć
zaległości. Ledwo wytrzymuję jedną godzinę, a co dopiero dwie dziennie. To
będzie istny koszmar.
I nie
myliłam się. Nie wychodziły mi najprostsze zaklęcia, z którymi nawet ja
zazwyczaj nie miałam problemu.
- Luna, co się z tobą dzisiaj dzieje? –
dopytywała się zniecierpliwiona pani Stone.
- Przepraszam, pani profesor. – bąknęłam pod
nosem – Jestem już zmęczona i nie mogę się skupić.
- To widzę. – powiedziała z westchnieniem –
Dobrze, kontynuuj.
- Tak jest.
Kiedy anioły
aktywują magię ich ręce zaczyna otaczać jasna poświata. Szybkość z jaką używamy zaklęć zależy od umiejętności.
Mi to zajmuje 1/10 sekundy na jedno zaklęcie.
Nie jest źle, ale nie jest też fantastycznie. Do tego moja magia zamiast
dokładnej i poukładanej, jeśli można to tak nazwać, jest chaotyczna i często
pozbawiona kontroli.
- Luna, nie tak! – zawołała pani profesor.
- Co znowu jest źle? – spytałam poirytowana.
- Miałaś tylko sprawić, by kwiat zakwitł,
ale za długo używałaś zaklęcia i już zdążył przekwitnąć. – skarciła mnie
niezadowolona moim tonem.
- Przepraszam. – powiedziałam – Mam dzisiaj
gorszy dzień. – próbowałam się usprawiedliwić.
- No dobrze. –westchnęła głęboko – zostało
nam jeszcze piętnaście minut. Aktywuj magię i ją utrzymaj najdłużej jak możesz
nie używając żadnego zaklęcia. I postaraj się utrzymać ją w ryzach.
- Niech będzie. Spróbuję.
Aktywowałam
ją i utrzymywałam przez trzy minuty. Coś
takiego nie jest łatwe. Zazwyczaj magię szybko aktywujemy i od razu
zużywamy na zaklęcie. Utrzymanie magii jest bardzo trudne i u mnie zawsze
niestabilne.
- Spróbuj jeszcze raz. Jeśli uda Ci się ją
zatrzymać przez pięć minut będziesz wolna.
Aktywowałam
magię. Po dwóch minutach szło mi całkiem nieźle. Perspektywa szybszego
skończenia lekcji okazała się niezłą motywacją. Byłam pewna, że mi się uda.
Została już
tylko minuta. Bardziej się skupiłam, by teraz tego nie zepsuć.
To był błąd.
W tym
momencie drzwi otworzyły się z impetem i do środka wpadł Solis.
- Luna…! – zaczął, jednak nie zdążył
skończyć.
Tak mnie
wystraszył, że straciłam kontrolę. Byłam kompletnie zmieszana i nie mogłam nad
nią zapanować. Nagle biała poświata zmieszała się z czarną. Nie mogłam nic
zrobić. Po całej Sali rozpierzchł się silny błysk, po czym straciłam
przytomność.
Gdy się
obudziłam, leżałam na ziemi. Obok mnie leżała pani Stone, a kawałek dalej przy
drzwiach Solis. Oboje byli nieprzytomni. Przestraszona podbiegłam do Solisa i
przyklękłam przy nim.
- Solis, wstawaj! No dalej obudź się! –
delikatnie nim potrząsałam spanikowana.
Otworzył
oczy i zdezorientowany popatrzył na mnie, a potem rozejrzał się dookoła. Po
chwili podniósł się do pozycji półleżącej.
- Au! – syknął chwytając się za tył głowy, a
potem spytał – Co to było?
- Idiota! Jesteś największym głupkiem
jakiego znam! – zaczęłam krzyczeć.
Czułam, że
po policzku zaczynają mi spływać łzy, więc je otarłam. Wstałam i podeszłam do
pani Stone. Spróbowałam ją obudzić, ale nie zareagowała. Serce mi stanęło ze
strachu i czułam jak krew odpływa mi z twarzy. Wyciągnęłam rękę i sprawdziłam
tętno.
- Jest! – Odetchnęłam z ulgą.
Całe
szczęście żyje. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym ją zabiła. Oddychałam głęboko
jeszcze przez chwilę, by się uspokoić. W międzyczasie Solis się podniósł i
podszedł do mnie powoli, lekko chwiejnym krokiem.
- I co? – popatrzył na mnie wyczekująco.
Było widać, że wciąż jest w szoku. Zresztą nie dziwię mu się. Sama byłam
roztrzęsiona.
- Żyję, tylko jest nieprzytomna. –
oznajmiłam, a na jego twarzy pojawiła się ulga, jednak zaraz zniknęła.
- Luna, co tu się stało? – spytał spokojnie,
ale stanowczo.
- A jak myślisz?! – spytałam zdenerwowana i
wstałam z ziemi – Co Ci strzeliło do głowy, żeby wchodzić tu tak nagle! Ty
wiesz jak się przestraszyłam! Mogłam Cię
zabić!
- Ale co się stało?! Co to było?! – również
podniósł głos nic nie rozumiejąc.
- Wystraszyłam się i straciłam kontrolę. –
odpowiedziałam już łagodniej.
- Zwykła utrata kontroli nie powoduje takich
rzeczy! – nie ustępował.
- Teraz nie ma na to czasu! – powiedziałam
wymijająco – Idę po pielęgniarkę, a ty zostań z profesor Stone. – rozkazałam i
pobiegłam do drzwi. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył.
Poinformowałam
pielęgniarkę, a ta od razu udała się do Sali. Po chwili zjawili się też
profesor Kadoriusz i profesor Sirkil, którzy pomogli zanieść panią Stone do
Sali medycznej. Po jej zbadaniu, pielęgniarka zbadała mnie i Solisa, a
następnie orzekając, że nic nam nie jest, odesłała nas do pokojów. Po drodze do
akademików Solis próbował dowiedzieć się czegoś więcej ode mnie, jednak go
zbywałam. Odpuścił dopiero, gdy zamknęłam mu drzwi przed nosem. Wyglądał na
wściekłego. To chyba koniec przyjaźni.
Tyle się
zdarzyło, że chwilę mi zajęło nim zorientowałam się, która jest godzina. Słońce
już dawno zaszło, a ja słaniałam się na nogach, po tych wszystkich wrażeniach i
utracie kontroli. Poszłam do łazienki się umyć i od razu poszłam spać.
Jednak sen
również nie przyniósł mi spokoju.
Piszesz naprawde dobrze. Nie dopatrzylam sie zadnych bledow interpunkcyjnych ani ortograficznych. Nie ma sie do czego przyczepic a samo opowiadanie jest bardzo ciekawe. Mam nadzieje ze mnie poinformujesz o nowym rozdziale i zapraszam do siebie in-a-world-of-violence.blogspot.com
OdpowiedzUsuńWielkie dzięki. Codziennie dodaję jeden rozdział.
UsuńPiszesz dobrze. Myślę, że przed 'aniżeli' powinien być przecinek, ale to jest chyba szczegół. Poza tym co mogłabym powiedzieć... prosiłaś, żeby nie oceniać wyglądu. Przepraszam, ale ja zawsze lubię oceniać całość (chociaż treść jest tutaj o wiele ważniejsza).
OdpowiedzUsuńMyślę, że mogłabyś poprosić kogoś o wykonanie dla Ciebie szablonu (ewentualnie zwiastunu). Na pewno wszystko ładnie by wyglądało.
Pozdrawiam i życzę Tobie powodzenia w pisaniu ;)
http://voice-destination-magical2.blogspot.com
Rozdział ciekawy, tak się wczytałam, że prawie sama się przestraszyłam kiedy wpadł Solis. Jaki on jest głupi, wchodzić tak z krzykiem i to jeszcze jak Lunie tak tobrze szło... Matoł.
OdpowiedzUsuń