piątek, 3 kwietnia 2015

Rozdział X

Dziennik Solia, 29 kwietnia (wtorek)
Obudziłem się w wyjątkowo fatalnym humorze. Nie chciało mi się nawet wstawać z łóżka i pewnie bym tego nie zrobił, gdyby Cahil nie zrzucił mnie z niego.
   - O co znowu chodzi? – odezwał się Cahil lekko poirytowany moim zachowaniem. Nie byłem wczoraj dla niego zbyt miły, nawet nie opowiedziałem mu o tym co się zdarzyło.
   - Sorry za wczoraj. – powiedziałem w końcu.
   - Spoko, ale co się stało? – spytał.
Jak mam mu wyjaśnić coś czego sam nie rozumiem. Zastanawiałem się nad tym dłuższą chwilę i nadal nic nie wymyśliłem. To była dla mnie zagadka.
Cahil odchrząknął zniecierpliwiony.
   - No i?
   - Szczerze to sam nie wiem. – powiedziałem zgodnie z prawdą – Daj mi się nad tym zastanowić. Spróbuję ci to później wytłumaczyć.
   - Niech będzie. – odpowiedział już udobruchany i wyszedł z pokoju.

Zwlekłem się z łóżka, nałożyłem pierwszą, lepszą bluzę i umyłem twarz wodą na rozbudzenie. Postanowiłem, że prędzej, czy później, wyciągnę wytłumaczenie tego wszystkiego od Luny. Mam prawo wiedzieć. W końcu, biorąc pod uwagę to co mówiła, prawie zginąłem.
Zarzuciłem plecak na ramię i dogoniłem Cahila na korytarzu. Na całe szczęście,  o nic nie pytał.
Pierwsza była historia z profesorem Sirkilem. Chciałem odnaleźć wzrokiem Lunę, ale widocznie nie przyszła dzisiaj do szkoły. Mimo że byłem na nią wściekły to zaniepokoiłem się, że coś jej się stało. Niby pielęgniarka nas zbadała, jednak nie zrobiła tego szczególnie dokładnie.
Próbowałem myśleć o tym co się stało, jednak nadal nie mogłem znaleźć rozwiązania. To było dla mnie zbyt skomplikowane.
Na długiej przerwie do naszej klasy zawitała Cassidy.
   - Cześć! – zawołała radośnie do mnie i Cahila.
   - Hej – odpowiedzieliśmy chórem.
   - Kurcze, Solis, wyglądasz fatalnie.
   - Dzięki. Nie miałem pojęcia.– odparłem sarkastycznie.
   - Coś się stało? – spytała nie zrażona moim tonem.
   - Tak, ale nie chce powiedzieć co. – powiedział za mnie Cahil.
   - Nie, nie chcę. Tylko sam nie wiem co to było. – broniłem się.
   - To opowiedz ze szczegółami co się stało. – zaproponowała Cassidy.
Zastanowiłem się przez chwilę. W sumie tyle mogę zrobić, może razem coś wymyślimy. Pamiętam dokładnie co się stało. Trudno byłoby zapomnieć.
   - Ok, niech będzie. – zacząłem – Wczoraj mieliśmy dodatkowe lekcję MA, bo nauczyciele w przyszłym tygodniu wyjeżdżają. Profesor Kadoriusz jakieś dziesięć minut przed końcem lekcji powiedział, że ma dla nas zadanie i wysłał mnie po Lunę, bo jej też to dotyczy.
   - Właśnie, miałem Ci powiedzieć o co chodzi. – wtrącił się Cahil.
   - Zrobisz to jak skończy opowiadać. – zarządziła Cassidy – Kontynuuj.
   - Poszedłem do Sali, gdzie Luna ma lekcję. Nie zostało dużo czasy do dzwonka, a nie chciałem zostawać na przerwie, więc się spieszyłem. Pchnąłem z całej siły drzwi i zawołałem Lunę. Wpadłem tak nagle, że Luna się strasznie wystraszyła i podobno straciła kontrolę. Choć ja w to nie za bardzo wierzę.
   - Dlaczego? – spytała zaintrygowana Cassidy.
   - Bo, gdy rzekomo traciła kontrolę, to zobaczyłem jak z białą poświatą miesza się coś czarnego. Po Sali rozpierzchł się błysk, ale nie był tak jasny, jak zazwyczaj, gdy nie potrafimy utrzymać magii w ryzach. Gdy fala spowodowana, nazwijmy to wybuchem, mnie dosięgła, poczułem się dziwnie. Inaczej niż normalnie w takich okolicznościach.
   - Czyli jak? – spytali jednocześnie zaciekawieni i zniecierpliwieni.
   - Nie wiem. – zawahałem się przez chwilę, po czym dodałem – Strach? To było przerażające.
   - No zazwyczaj takie rzeczy są straszne. Nic dziwnego, że się bałeś. – odparła Cassidy lekko rozczarowana.
   - To nie było to. Straszna była… jej magia. Sama w sobie. – westchnąłem głęboko, nadal nic nie rozumiejąc i coś  sobie przypomniałem. – Luna potem zaczęła mnie wyzywać od idiotów.
   - Nie dziwię się jej. W końcu to trochę twoja wina, bo ją przestraszyłeś. – powiedział rozbawionym tonem Cahil.
   - Nie o to chodzi. – żachnąłem się – Ona powiedziała, że mogła mnie zabić.
Oboje popatrzyli na mnie poważnie. Wcześniej nie zwróciłem na to uwagi, jednak teraz wydało mi się to dziwne. W końcu anielska magia nie może zabić, ani wyrządzić krzywdy.
   - Ciekawe czy powiedziała tak w przypływie paniki, czy kryje się za tym coś innego? – powiedziałem na głos, niby do siebie.
Przez chwilę wszyscy milczeliśmy, gdy nagle odezwała się Cassidy.
   - Dobra, dosyć. – powiedziała – Solis powinieneś po prostu porozmawiać z Luną.
   - Próbowałem, ale nie odpowiada na moje pytania. – odpowiedziałem z żalem.
   - No to idź do dyrektora. – zaproponował Cahil – Może to, że Luna ma indywidualne lekcje, ma coś z tym wspólnego. Dyrcio powinien już wiedzieć co się wczoraj stało.
   - Myślicie, że wie o co chodzi? – spytałem niepewnie.
   - To dyrektor. Musi wiedzieć. – odparła  przekonana Cassidy.
To nawet całkiem niezły pomysł. Tylko nie chcę wpędzić Luny w kłopoty. Mam nadzieję, że jej nie ukarzą. W końcu trochę winy ja ponoszę, bo ją zaskoczyłem. Skończyłem szybko kanapki i pobiegłem do dyrektora. Następna jest matma,  na którą bardzo chętnie bym się spóźnił.
Gdy byłem już pod gabinetem, drzwi nagle się otworzyły, a ze środka ktoś wyszedł.
   - Solis?
   - Domin? Po co byłeś u dyrektora?
   - Chciałem omówić szczegóły związane z ustawieniem stoisk na „Festiwal Szaleństwa” – odpowiedział poważnie.
Domin, tak jak ja i Cassidy, należy do szlachty. Jest potomkiem archanioła Michała. Jest niski, ma włosy koloru ciemny blond i brązowe oczy. Wygląda trochę jak dziecko, ale jest bardzo dojrzały. Zawsze jest poważny, nigdy nie żartuję i jest strasznie zarozumiały. Istnieją dwa typy szlachciców. Tacy, którzy zachowują się normalnie, oraz tacy co uważają, że anioły niespokrewnione z archaniołami nie są prawdziwymi aniołami. Domin kwalifikuje się do tej drugiej grupy. Uważa, że szlachcice powinni uczyć się w prywatnych szkołach. A zwykłe anioły edukację powinny mieć tylko taką, by wiedzieć ile to dwa plus dwa. Dla mnie takie zachowanie jest żałosne.
   - I jak, wszystko dopracowane? – spytałem od niechcenia.
   - Tak. Jeśli tylko te pseudo-anioły nie będą się lenić to będzie to wieli sukces. – odparł, a w jego słowach słychać było pogardę.
   - Domin, już ci to mówiłem, ale nie obrażaj tych, pseudo-aniołów według ciebie, w mojej obecności. – odpowiedziałem z irytacją w głosie.
   - No tak. Zapomniałem, że uważasz je za równe sobie. Dla mnie to głupota, ale zgoda. Postaram się, przy tobie, uważać na to co mówię. – powiedział  z rozbawieniem – Żegnaj.
   - Na razie. – „Oby nie”, dodałem w myślach.
Zapukałem do drzwi i wszedłem nie czekając na zaproszenie.
   - Dzień dobry.
   - Oh. Witaj panie Runami. Co cię do mnie sprowadza? – spytał dyrektor z przyjaznym uśmiechem.
   - Zapewne słyszał Pan co się wczoraj stało. – zacząłem.
   - Tak. Zostałem już o tym poinformowany. – odpowiedział spokojnie – Więc, o co chodzi?
   - Chciałem się zapytać, co to w ogóle było? Tak nie wygląda normalna utrata kontroli.
Milczał przez chwilę.
   - Solisie, wybacz, wiem, że jesteś w to wmieszany, jednak nie mogę Ci powiedzieć. – gdy zobaczył na mojej twarzy narastający gniew dodał – Musisz jednak wiedzieć, że Luna nie miała na to wpływu. Tak się po prostu czasem dzieje i dlatego ma indywidualne lekcje.
   - A co z lataniem? – spytałem przypomniawszy to sobie – Te lekcje też Luna ma osobno.
   - Tego również nie mogę Ci zdradzić. To są prywatne sprawy Luny i tylko ona może Ci o tym powiedzieć.
   - Mam prawo wiedzieć! – podniosłem głos – Podobno omal tam nie zginąłem!
   - I dopilnujemy żeby więcej się coś takiego nie powtórzyło. Jednak niczego nie mogę Ci powiedzieć. – po chwili dodał z westchnieniem – Zaraz zadzwoni dzwonek. Wracaj na lekcję.
Nie ruszyłem się z miejsca.
   - Solis – powiedział stanowczym tonem.
   - Tak jest. – powiedziałem wściekle, po czym odwróciłem się i trzasnąłem drzwiami.
Rozwścieczony poszedłem do Sali matematycznej i gwałtownie usiadłem w ławce. Może trochę zbyt gwałtownie, bo aż tyłek mnie zabolał.
   - Sądząc po twojej minie, niczego się nie dowiedziałeś. – stwierdził Cahil.
   - Nie! Według dyrektora, tylko Luna może mi to wyjaśnić, a ja wiem, że tego nie zrobi. – odpowiedziałem zdenerwowany.
   - Więc będziesz musiał być cierpliwy. – popatrzyłem na niego nie rozumiejąc, więc wyjaśnił – Jeśli Luna będzie chciała Ci powiedzieć to to zrobi. Ale jeśli będziesz ją do tego zmuszał to albo nic Ci nie powie, albo powie i znienawidzi.
   - Cierpliwy. – prychnąłem - Łatwo powiedzieć.
   - Rzeczywiście, łatwo. – odparł żartobliwie, jednak mi wcale nie było do śmiechu. – Dobra, będziesz miał wiele okazji, by z nią pogadać i pogodzić się z nią.
   - Nie wydaje mi się. – powiedziałem pesymistycznie.
   - Profesor Kadoriusz całą klasę połączył w pary. W czerwcu wszyscy udamy się na dwa dni do świata ludzi. – oznajmił nagle, a ja aż zaniemówiłem z wrażenia, więc kontynuował – Mamy tylko obserwować, nie ingerować. Profesor chce byśmy zapoznali się z ich światem.
   - Więc, z kim jestem w parze? – spytałem, gdy odzyskałem głos.
Cahil się roześmiał.
   - Jeszcze się nie domyśliłeś? – odparł, gdy się trochę opanował – Z Luną!
   - Co?! – zawołałem zszokowany – Jak?!
   - Pamiętasz te referaty o tym jak chcemy strzec ludzi?
   - Te sprzed ponad dwóch tygodni?
   - Dokładnie. Okazało się, że mieliśmy je napisać, ponieważ na ich podstawie łączono nas w pary. – oznajmił – Wygląda na to, że ty i Luna napisaliście o tej samej metodzie. Do czerwca mamy czas, by się przygotować.
   - Luna wie?
   - Poprosiłem Cassidy, żeby jej dzisiaj powiedziała.
Teraz Luna nie ma wyboru i nie może mnie ignorować. Mam zamiar być cierpliwy i poczekać, aż sama mi powie. To chyba najlepsze co mogę zrobić.

1 komentarz:

  1. Rozdział ciekawy, czekałam na dokładniejsze przedstawienie wszystkich trzech aniołów należących do szlachty, ale nie myślałam, że Domin będzie takim głupim, dumnym pawiem. I w ogóle bulwers Solisa, jak przeczytałam to od razu pomyślałam "jak będzie chciała to ci powie, a jak nie to trudno". To są prywatne sprawy Luny i Solis nie powinien się do nich mieszać. Poza tym po zachowaniu Luny w poprzednim rozdziale powinien zorientować się, że ten temat jest trudny dla Luny i nie powinien na nią naciskać. Będę czekać z niecierpliwością na Festiwal Szaleństwa i czerwiec. Festiwal to na pewno będzie totalne szaleństwo, ale myślę, że dla Luny to będzie zmora, jak mają być nie tylko anioły ze szkoły. Czerwiec będzie ciekawy, nie mogę się doczekać ich reakcji jak zobaczą świat ludzi :D.
    Czekam na jutro :D

    OdpowiedzUsuń