czwartek, 2 kwietnia 2015

Rozdział IX

Pamiętnik Luny, 28 kwietnia (poniedziałek)
            Odkąd odzyskałam naszyjnik zmieniło się wiele rzeczy. Spędzam więcej czasu z Solisem. Mimo że nadal często mi dokucza, to teraz mniej mnie to denerwuje. A raczej widzę w tym więcej przyjaźni aniżeli wrogości. Myślę, że bardziej mnie to bawi niż irytuje. Stał się dla mnie przyjacielem. Kilka razy on i Cahil przysiedli się do mnie na stołówce.
Cahil ma rude włosy i zielone oczy. Jest wysoki, ma chyba z metr osiemdziesiąt. Jest jakieś trzy centymetry wyższy od Solisa. Dobrze się z nim rozmawia. Ciągle żartuje, ale nie nabija się z innych. Nawet przeprosił mnie, że musiałam tańczyć z Jessicą na dyskotece. Choć cały czas mam wrażenie, że gapi się na moje włosy. Trochę to denerwujące, ale staram się nie zwracać na to uwagi. Tak samo jak na wścibskie spojrzenia osób, które akurat są w stołówce.
Teraz byłam w drodze do biblioteki. Chciałam, chyba po raz setny, wypożyczyć moją ulubioną książkę. Znam ją już na pamięć, ale nadal kocham ją czytać. Łatwo jest mi się utożsamić z główną bohaterką, bo to też niezwykła anielica. Choć osobiście uważam, że ma o wiele łatwiej ode mnie, bo ona mieszka wśród ludzi, którzy wiedzą o istnieniu aniołów i tylko nie ma skrzydeł. To jest jej największy kompleks. Osobiście chciałabym nie mieć skrzydeł. O jedną tajemnice mniej.
Zaczęłam dokładnie przeszukiwać półki. Dobrze wiedziałem, gdzie jest książka, której szukam, ale miałam nadzieję znaleźć coś ciekawego czego jeszcze nie czytałam. Rzuciły mi się w oczy dwie książki, które wzięłam, po czym poszłam do sektora B, po „Anioła”.
Jednak chyba nie uda mi się jej wypożyczyć. Gdy weszłam między regały, zobaczyłam, że czyta ją inna dziewczyna. Miała krótkie blond włosy i nosiła okulary. Była niska, niższa ode mnie o ponad dziesięć centymetrów. Miała z metr pięćdziesiąt pięć i była szczupła.  Przyglądałam się jej mając nadzieję, że odłoży książkę na miejsce, ale w pewnym momencie popatrzyła na mnie.
   - Potrzebujesz czegoś? – spytała łagodnie się uśmiechając.
   - Zastanawiam się, czy wypożyczasz tę książkę. – odpowiedziałam nieco zawstydzona, że mnie zobaczyła.
   - Tak. To trochę nie mój gatunek, ale od dawna chcę ją przeczytać. Jednak ciągle jest wypożyczona. – odparła nieco zniecierpliwionym tonem.
   - Wybacz, to ja ciągle ją przetrzymuję. To moja ulubiona książka… – zaczęłam się tłumaczyć.
   - Skoro tak dużo razy ją czytałaś, to musi być naprawdę dobra – odpowiedziała z rozbawieniem – Jestem Cassidy. A ty?
   - Luna – odpowiedziałam z uśmiechem.
Nie musiała się przedstawiać. Podobnie jak Solis należała do szlachty, więc każdy o niej słyszał. Z tego co wiem, archanioł Gabriel był jej, ileś tam pra-, pradziadkiem.
   - No tak, w sumie mogłam się domyślić. – odparła pukając się w czoło.
   - Słyszałaś o mnie? – spytałam zaskoczona.
   - No jasne. Każdy słyszał. Jesteś chyba jedynym istniejącym aniołem z czarnymi włosami. – oznajmiła podekscytowana, po czym dodała – No i Solis mi trochę o tobie mówił.
   - No tak.
Zapadła niezręczna cisza. Nigdy nie potrafiłam rozmawiać z ludźmi, a żeby się tego nauczyć trzeba to robić, a ja nie miałam zbyt wiele okazji ku temu.
   - To ty dopasowywałaś do siebie ankiety na dyskotece, prawda? – spytałam, gdy sobie o tym przypomniałam.
   - Tak, to byłam ja. – odpowiedziała wyraźnie zadowolona z przerwania ciszy – Cahil mnie o to poprosił.
   - Jak je łączyłaś ze sobą?
   - Szczerze to nie było na to jakiejś konkretnej metody. – zastanowiła się jak to dalej wyjaśnić – Po prostu przeczytałam wszystkie ankiety i zrobiłam parę z tych co wydały mi się interesującym połączeniem.
    - Jeśli wziąć tylko to pod uwagę, to już rozumiem dlaczego skończyłam z Jessicą. – westchnęłam z ulgą, zadowolona, że nie zostałyśmy dopasowane na podstawie podobieństwa.
   - A tak. Solis mówił mi o naszyjniku. To było okropne z jej strony.
   - Odzyskałam go, więc już wszystko w porządku. – odparłam i machnęłam  lekceważąco ręką.
   - Nie! To wcale nie jest w porządku!
   - Ćśśś – zasyczała bibliotekarka, gdy Cassidy podniosła głos.
   - Przepraszam – wyszeptała, po czym znów zwróciła się  do mnie – Tak się anioł nie zachowuje. To była zwyczajna kradzież.
   - Dzięki. – powiedziałam, zadowolona, że ktoś stoi murem za mną w tej sprawie.
Cassidy wzięła książkę i razem podeszłyśmy do stolika, gdzie wypożyczało się książki. Obie kierowałyśmy się do akademika, więc po drodze trochę ze sobą rozmawiałyśmy. Okazało się, że tak jak Cahil też jest w radzie uczniowskiej. Odpowiada za papierkową robotę. Dowiedziałam się też, że w maju odbędzie się „Festiwal Szaleństwa”. Będzie to polegało na tym, że na początku maja wszyscy zaczną przygotowywać różne atrakcję i stoiska. Będą mieli na to dwa tygodnie. A w trzecim tygodniu uczniowie zostaną zwolnieni z zajęć w szkole i zamiast tego będą pracować i bawić się korzystając ze wszystkiego, co przygotowali. Podobno zaproszone będą wszystkie anioły, nie tylko uczniowie. Zastanawiam się, czy nie zrobi się za ciasno na Valerii. W końcu na wyspie mieszkają tylko uczniowie i pracownicy szkoły oraz pobliskich sklepów. To naprawdę będzie szalone.
Rozstałyśmy się na schodach. Poszłam do swojego pokoju i zanurzyłam się w lekturze. Nie mam dużo czasu, bo pani Stone i pana Kadoriusza w przyszłym tygodniu nie będzie, więc popołudniami mamy dodatkowe lekcje magii anielskiej, by potem nie mieć zaległości. Ledwo wytrzymuję jedną godzinę, a co dopiero dwie dziennie. To będzie istny koszmar.
I nie myliłam się. Nie wychodziły mi najprostsze zaklęcia, z którymi nawet ja zazwyczaj nie miałam problemu.
   - Luna, co się z tobą dzisiaj dzieje? – dopytywała się zniecierpliwiona pani Stone.
   - Przepraszam, pani profesor. – bąknęłam pod nosem – Jestem już zmęczona i nie mogę się skupić.
   - To widzę. – powiedziała z westchnieniem – Dobrze, kontynuuj.
   - Tak jest.
Kiedy anioły aktywują magię ich ręce zaczyna otaczać jasna poświata. Szybkość  z jaką używamy zaklęć zależy od umiejętności. Mi to zajmuje 1/10 sekundy na jedno zaklęcie.  Nie jest źle, ale nie jest też fantastycznie. Do tego moja magia zamiast dokładnej i poukładanej, jeśli można to tak nazwać, jest chaotyczna i często pozbawiona kontroli.
   - Luna, nie tak! – zawołała pani profesor.
   - Co znowu jest źle? – spytałam poirytowana.
   - Miałaś tylko sprawić, by kwiat zakwitł, ale za długo używałaś zaklęcia i już zdążył przekwitnąć. – skarciła mnie niezadowolona moim tonem.
   - Przepraszam. – powiedziałam – Mam dzisiaj gorszy dzień. – próbowałam się usprawiedliwić.
   - No dobrze. –westchnęła głęboko – zostało nam jeszcze piętnaście minut. Aktywuj magię i ją utrzymaj najdłużej jak możesz nie używając żadnego zaklęcia. I postaraj się utrzymać ją w ryzach.
   - Niech będzie. Spróbuję.
Aktywowałam ją i utrzymywałam przez trzy minuty. Coś  takiego nie jest łatwe. Zazwyczaj magię szybko aktywujemy i od razu zużywamy na zaklęcie. Utrzymanie magii jest bardzo trudne i u mnie zawsze niestabilne.
   - Spróbuj jeszcze raz. Jeśli uda Ci się ją zatrzymać przez pięć minut będziesz wolna.
Aktywowałam magię. Po dwóch minutach szło mi całkiem nieźle. Perspektywa szybszego skończenia lekcji okazała się niezłą motywacją. Byłam pewna, że mi się uda.
Została już tylko minuta. Bardziej się skupiłam, by teraz tego nie zepsuć.
To był błąd.
W tym momencie drzwi otworzyły się z impetem i do środka wpadł Solis.
   - Luna…! – zaczął, jednak nie zdążył skończyć.
Tak mnie wystraszył, że straciłam kontrolę. Byłam kompletnie zmieszana i nie mogłam nad nią zapanować. Nagle biała poświata zmieszała się z czarną. Nie mogłam nic zrobić. Po całej Sali rozpierzchł się silny błysk, po czym straciłam przytomność.
Gdy się obudziłam, leżałam na ziemi. Obok mnie leżała pani Stone, a kawałek dalej przy drzwiach Solis. Oboje byli nieprzytomni. Przestraszona podbiegłam do Solisa i przyklękłam przy nim.
   - Solis, wstawaj! No dalej obudź się! – delikatnie nim potrząsałam spanikowana.
Otworzył oczy i zdezorientowany popatrzył na mnie, a potem rozejrzał się dookoła. Po chwili podniósł się do pozycji półleżącej.
   - Au! – syknął chwytając się za tył głowy, a potem spytał – Co to było?
   - Idiota! Jesteś największym głupkiem jakiego znam! – zaczęłam krzyczeć.
Czułam, że po policzku zaczynają mi spływać łzy, więc je otarłam. Wstałam i podeszłam do pani Stone. Spróbowałam ją obudzić, ale nie zareagowała. Serce mi stanęło ze strachu i czułam jak krew odpływa mi z twarzy. Wyciągnęłam rękę i sprawdziłam tętno.
   - Jest! – Odetchnęłam z ulgą.
Całe szczęście żyje. Nie wiem co bym zrobiła, gdybym ją zabiła. Oddychałam głęboko jeszcze przez chwilę, by się uspokoić. W międzyczasie Solis się podniósł i podszedł do mnie powoli, lekko chwiejnym krokiem.
   - I co? – popatrzył na mnie wyczekująco. Było widać, że wciąż jest w szoku. Zresztą nie dziwię mu się. Sama byłam roztrzęsiona.
   - Żyję, tylko jest nieprzytomna. – oznajmiłam, a na jego twarzy pojawiła się ulga, jednak zaraz zniknęła.
   - Luna, co tu się stało? – spytał spokojnie, ale stanowczo.
   - A jak myślisz?! – spytałam zdenerwowana i wstałam z ziemi – Co Ci strzeliło do głowy, żeby wchodzić tu tak nagle! Ty wiesz jak się przestraszyłam! Mogłam  Cię zabić!
   - Ale co się stało?! Co to było?! – również podniósł głos nic nie rozumiejąc.
   - Wystraszyłam się i straciłam kontrolę. – odpowiedziałam już łagodniej.
   - Zwykła utrata kontroli nie powoduje takich rzeczy! – nie ustępował.
   - Teraz nie ma na to czasu! – powiedziałam wymijająco – Idę po pielęgniarkę, a ty zostań z profesor Stone. – rozkazałam i pobiegłam do drzwi. Chciał jeszcze coś powiedzieć, ale nie zdążył.
Poinformowałam pielęgniarkę, a ta od razu udała się do Sali. Po chwili zjawili się też profesor Kadoriusz i profesor Sirkil, którzy pomogli zanieść panią Stone do Sali medycznej. Po jej zbadaniu, pielęgniarka zbadała mnie i Solisa, a następnie orzekając, że nic nam nie jest, odesłała nas do pokojów. Po drodze do akademików Solis próbował dowiedzieć się czegoś więcej ode mnie, jednak go zbywałam. Odpuścił dopiero, gdy zamknęłam mu drzwi przed nosem. Wyglądał na wściekłego. To chyba koniec przyjaźni.
Tyle się zdarzyło, że chwilę mi zajęło nim zorientowałam się, która jest godzina. Słońce już dawno zaszło, a ja słaniałam się na nogach, po tych wszystkich wrażeniach i utracie kontroli. Poszłam do łazienki się umyć i od razu poszłam spać.
Jednak sen również nie przyniósł mi spokoju.

4 komentarze:

  1. Piszesz naprawde dobrze. Nie dopatrzylam sie zadnych bledow interpunkcyjnych ani ortograficznych. Nie ma sie do czego przyczepic a samo opowiadanie jest bardzo ciekawe. Mam nadzieje ze mnie poinformujesz o nowym rozdziale i zapraszam do siebie in-a-world-of-violence.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki. Codziennie dodaję jeden rozdział.

      Usuń
  2. Piszesz dobrze. Myślę, że przed 'aniżeli' powinien być przecinek, ale to jest chyba szczegół. Poza tym co mogłabym powiedzieć... prosiłaś, żeby nie oceniać wyglądu. Przepraszam, ale ja zawsze lubię oceniać całość (chociaż treść jest tutaj o wiele ważniejsza).
    Myślę, że mogłabyś poprosić kogoś o wykonanie dla Ciebie szablonu (ewentualnie zwiastunu). Na pewno wszystko ładnie by wyglądało.
    Pozdrawiam i życzę Tobie powodzenia w pisaniu ;)
    http://voice-destination-magical2.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Rozdział ciekawy, tak się wczytałam, że prawie sama się przestraszyłam kiedy wpadł Solis. Jaki on jest głupi, wchodzić tak z krzykiem i to jeszcze jak Lunie tak tobrze szło... Matoł.

    OdpowiedzUsuń