Dziennik Solisa, 14 marca
(piątek)
- Hej! Solis! Idziesz z nami na stołówkę?! –
cudnie. Dlaczego zawsze jak rozmawiam z Luną, ktoś musi nam przeszkadzać?
- Jasne! Zaraz przyjdę! – odkrzyknąłem, mimo
że wolałbym jeszcze pogadać z Luną. Jednak gdybym tak zrobił zaraz szkołę
wypełniłyby plotki, na których to ona by ucierpiała. Odwróciłem się z powrotem
do niej – Cóż na to pytanie raczej nie dostanę odpowiedzi. Do zobaczenia,
Utsukushi. – uśmiechnąłem się złośliwie i odszedłem. Doskonale wiem, że Luna
nienawidzi, gdy tak do niej mówię. Choć wiem też, że nie ma pojęcia co to
znaczy.
- Cześć. Co tam? – spytał Cahil, gdy do niego
podszedłem.
- Normalnie – skierowaliśmy się do stołówki
- Gdzie reszta?
- Poszli przodem. Powiedzieli, że kiszki im
marsza grają. Z kim gadałeś? – spytał, choć nie wiem po co, bo doskonale wie z
kim.
- Z Luną. Znasz jeszcze jakiegoś
czarnowłosego anioła?
W drodze na
stołówkę gadaliśmy o typowych sprawach. Cahil to mój najlepszy kumpel. Prawie
ze wszystkiego stroi sobie żarty, jednak gdy trzeba zachowuje powagę. I jest
całkiem niezłym doradcą. Nie raz uratował mi tyłek. Często ma świetne pomysły,
co dało mu miejsce w radzie uczniowskiej. Jego zadaniem jest wymyślanie różnych
akcji i przekonywanie do nich nauczycieli. Właśnie opowiadał mi o pomyśle na
nowe wydarzenie, próbując przekrzyczeć chaos w stołówce.
- Odbędzie się to wtedy, kiedy dyskoteka.
Jednak wstęp na nią nie będzie darmowy – oznajmił konspiracyjnym tonem – Przed
wejściem do szkoły każdy dostanie ankietę, którą będzie musiał wypełnić i oddać
przy drzwiach do sali. W zamian za ankietę dostanie numerek. To będzie bilet
wstępu. Co myślisz?
- Pomysł nie jest zły, ale takie wypełnianie
ankiet po nic jest trochę bez sensu. Znając Ciebie jest ciąg dalszy, prawda?
- A kto powiedział, że wypełnia się je po
nic? – zawsze kiedy ma taką rozbawioną minę oznacza to, że szykuje się niezła
afera.
- Więc po co się to robi? – spytałem bojąc
się odpowiedzi.
- Gdy cała szkoła już wypełni ankiety oddam
je Cassidy. Jak wiesz jej zdolności do analizy są całkiem niezłe.
- Niezłe to mało powiedziane. Robi to z
prędkością światła.
- Dokładnie. No więc ona je przeanalizuje i dopasuje
do siebie numerki – Jego oczy coraz bardziej błyszczały. Zupełnie jak oczy
dziecka, które właśnie planuje jakiegoś psikusa – W środku dyskoteki poprosimy,
aby osoby z dopasowanymi numerkami stanęły obok siebie.
- O boże… Już chyba wiem co będzie dalej –
powiedziałem kładąc się na stole ze śmiechu – Nie zrobisz tego.
- A właśnie, że zrobię. Swój ostatni taniec,
każdy będzie musiał zatańczyć ze swoim numerkiem. Ale to nie to będzie
najlepsze! – powiedział już szaleńczo podekscytowany. Oboje się śmialiśmy i
ledwo mówiliśmy, wyobrażając to sobie.
- A co? Tutaj chyba nie da się bardziej
pokręcić.
- Na ankietach nie będę prosił o imię,
nazwisko, klasę i płeć.
- No chyba sobie żartujesz! Czyli, że…
- Otóż to! Istnieje duże prawdopodobieństwo,
że panie będą tańczyć z paniami, a panowie z panami! – był tak dumny ze swojego
pomysły, że śmiejąc się, przewróciłem się razem z krzesłem – To będzie
„Cyferkowa Zabawa” – oznajmił, gdy z powrotem usiadłem.
- Pomysł genialny, ale nazwa do bani. Musisz
wymyślić coś innego.
- Wiem – powiedział zwieszając głowę – Ale
nie mam zielonego pojęcia jak to inaczej nazwać.
- Może „Szukajcie się Numerki”?
- Lepsze, ale też do kitu. Ciężko będzie coś
wymyślić, a dyskoteka jest za dwa tygodnie. Po za tym nie gadałem o tym jeszcze
z nauczycielami – widać było, że jest to
dla niego nie mały problem.
- Może pogadaj z dyrektorem. On lubi takie
szalone pomysły.
- Chyba masz rację. Zrobię to jak zjem – i
wziął się za jedzenie.
- Powodzenia.
- Dzięki. Jeśli się zgodzi to tobie też
szczęścia życzę – na jego twarzy pojawił się porozumiewawczy uśmieszek.
- A mi do czego potrzebne? – spytałem, nie
rozumiejąc.
- No wiesz. Ankiety będą w stu procentach
uczciwe, ale nawet wtedy masz maluteńką
szansę, że trafisz akurat na Lunę.
- Hmm… Byłoby całkiem fajnie, ale zapominasz
o jednej rzeczy.
- Jakiej?
- Luna nie chodzi na takie imprezy. Zresztą
nie dziwię się jej. Też bym nie chodził, gdyby ludzie gapili się na mnie jak na
jakiegoś dziwaka.
- Trochę się im nie dziwię.
- To znaczy? Ty też ją uważasz za dziwoląga?
– spytałem ostrzej niż zamierzałem.
- Może nie za dziwoląga, ale trochę dziwna
jest. Lekcje magii anielskiej i latania ma indywidualnie. Nigdy nie pokazuje
skrzydeł. Wszystkie anioły je chowają, no ale od czasu do czasu każdy je
ujawnia. A ona nie. To serio nie jest normalne. Niektórzy nawet mówią, że ich
nie ma.
-
Jezu, to że nie widzieliśmy jej skrzydeł nie znaczy, że ich nie ma. A jeśli
chodzi o lekcje to może po prostu trochę jej to nie wychodzi i potrzebuje
dokładniejszego tłumaczenia niż inni, co jest możliwe tylko na indywidualnych –
próbowałem szukać jakiś racjonalnych wyjaśnień na jej obronę, ale sam uważam to
za trochę dziwne.
- No to jest jeszcze coś.
- Co?
- Jej czarne włosy. To już w ogóle nie jest
normalne. Nawet włosy aniołów, które były ludźmi nie są czarne. W momencie
przemiany w anioła zmieniały kolor na brązowy. A kolor jej włosów, to nawet nie
jest ciemny brąz. To ciemny, głęboki, kruczo-czarny odcień.
- Na to też na pewno jest jakieś wyjaśnienie
– upierałem się poirytowany.
- Mów sobie co chcesz, ale każdy doskonale
wie, że anioły nie mogą mieć czarnych włosów. Tak być po prostu nie może –
widząc, że już brak mi argumentów, spytał – A co ci się w niej tak właściwie
podoba?
- Sam nie wiem. Inni uważają ją za dziwną,
ale moim zdaniem jest wyjątkowa.
- To wiem. Ale pytam się dlaczego taka jest?
Nie ważne jak na to spojrzeć, jesteście swoimi kompletnymi przeciwieństwami.
Nawet tam, gdzie można by znaleźć cechę wspólną okazuje się, że jest to
przeciwieństwo.
- Na przykład?
- Weźmy chociażby wasze imiona. Solis i
Luna. Oba imiona pochodzą z łaciny. Można by je wziąć za cechę wspólną, ale
tylko jeśli zignorujemy ich znaczenie. No wiesz, Luna to księżyc, a Solis –
słońce.
- I co z tego? To o niczym nie świadczy.
- Cóż, mówi się, że przeciwieństwa się
przyciągają. Choć to przyciąganie wygląda na jednostronne – nie skomentowałem
tego, więc spytał – Więc, co czyni ją taką wyjątkową?
- Między innymi właśnie jej włosy. Podobają
mi się.
- Czyli chodzi o wygląd?
- Nie! – zaprzeczyłem gwałtownie – Coś mnie
do niej po prostu ciągnie. I na pewno nie chodzi tu o wygląd, a raczej o
charakter. Lubię się z nią droczyć i z nią rozmawiać.
- To wy ze sobą rozmawiacie? – spytał udając zdziwienie – Bo mnie to bardziej wygląda, jakbyś ty ją podpuszczał, a ona się na
Ciebie wkurzała.
- No bo tak jest – prychnąłem rozbawiony.
Siedzieliśmy
przez chwilę w milczeniu.
- Dobra, zaraz koniec przerwy, a ja muszę
iść do dyra – powiedział wstając – A ty lepiej nie przesadź z tym droczeniem
się, bo może się to dla Ciebie źle skończyć.
- Taa, wiem. Dzięki.
Przez chwilę
zastanawiałem się nad naszą rozmową. Nie potrafiłem jednoznacznie stwierdzić za
co lubię Lunę. I Cahil miał trochę racji z tymi przeciwieństwami. Jednak trzeba
wziąć pod uwagę, że nie wiele o niej wiem. Chyba nawet nigdy nie widziałem,
żeby się uśmiechała. Zawsze, gdy idzie korytarzem to spuszcza wzrok i chowa
twarz we włosach lub za książkami. Wyjątek, kiedy jest zła. Chyba dlatego
właśnie lubię jej dokuczać. Wtedy się nie chowa.
Dobra.
Postanowiłem!
Namówię
Lunę, by poszła na dyskotekę.
Witam :)
OdpowiedzUsuńŚwietny rozdział :D Szkoda, że tak mało opisów (wiesz dla mnie zawsze jest mało opisów xD)
Bardzo mnie rozbawił pomysł z tymi numerkami xD Naprawdę wydaje się świetny i zabawny ;)
Weny życzę i zapraszam do siebie na nowy rozdział :)
http://wszystkowygladainaczejnizmyslisz.blogspot.com/