Pamiętnik Luny, 14 marca (piątek)
- Źle! Twoja magia musi być bardziej schludna
i za dużo czasu zajmuje Ci aktywowanie jej.
- Rozumiem.
-
Dobrze. Spróbuj jeszcze raz – już sama nie wiem jak wiele razy pani Stone mnie
upominała.
Zawsze kończy się tak samo. Nienawidzę
lekcji magii anielskiej. Nie moja wina, że nie potrafię zrobić tego tak jak
inni. Nigdy nie będę umiała. Po co ja w ogóle uczę się w tej szkole? I tak
nigdy nie będę mogła strzec ludzi, nawet jak ukończę naukę. Dla mnie to
niemożliwe. Nauczyciele tego nie zrozumieją. Cieszę się, że dyrektor
postanowił, bym tę lekcję oraz lekcję latania miała indywidualnie. Zresztą nie
miał wyboru.
Drrrrrrrrrrrrrrrrrr…
Wreszcie
koniec! Myślałam, że to się nigdy nie skończy. Uratowana przez dzwonek!
Nareszcie wolność…
Nie…
Po prostu
inny rodzaj zamknięcia.
Chciałabym
się stąd wyrwać. Nie znoszę tej szkoły. Mimo wielkiej swobody i tak jest się
zamkniętym na tej wyspie. To męczące. Wszystko tu jest takie… perfekcyjne. Ja
jedna od tej doskonałości nieco odstaję. Choć inni nie mają o tym pojęcia. O
matko… Gdyby się dowiedzieli byłoby niezłe zamieszanie. Już widzę te przerażone
miny wszystkich. Na pewno by mnie stąd wyrzucili, co nie byłoby takie złe. Ale
nie mogę tego zrobić mamie. Wiele przeszła, a mimo to nigdy się ode mnie nie
odwróciła i przez cały czas kochała mnie jak córkę, nawet jeśli zniszczyłam jej
życie.
Poszłam
szkolnym korytarzem. Sufity tutaj są bardzo wysokie. Jak w jakimś pałacu. Po
bokach między oknami stały wielkie filary podtrzymujące całą konstrukcję. Okna
były ogromnie na całą wysokość ścian. Słońce dzisiaj mocno świeciło, więc musiałam
przymknąć oczy. Nie pomagał fakt, że wszystko w szkole jest białe. Sale,
korytarze, ściany, podłogi, ławki, krzesła, po prostu wszystko. Na inne kolory można było sobie
pozwalać tylko w swoich pokojach. Do swojego właśnie szłam. Nie mogę się
doczekać, aż znajdę się w swoim kącie i będę mogła pogrążyć się w lekturze.
Jednak ktoś postanowił opóźnić moją długo wyczekiwaną chwilę ciszy i spokoju.
- Witaj, lady Luno.
- Odejdź. Naprawdę nie mam siły, ani ochoty,
na twoje docinki.
Solis.
Osoba, której najbardziej nie chciałam spotkać.
Aniołowie dzielą się na trzy grupy: szlachta (do niej należą anioły
spokrewnione z archaniołami), zwykłe anioły oraz anioły, które kiedyś były
ludźmi. Solis należał do szlachty. Był potomkiem archanioła Rafaela. Takich
osób w szkole było mało, zaledwie trzy co sprawiało, że był dość popularny.
Oprócz pochodzenia, był znany z doskonałych ocen i idealnego wyglądu. Lekko
potargane blond włosy i głębokie turkusowe oczy sprawiały, że uchodził za
najprzystojniejszego anioła w szkole. Jeśli chodzi o mnie, to tylko mnie
irytował i uprzykrzał mi życie.
- Liczyłem na nieco milsze powitanie –
powiedział rozbawiony.
- No to się przeliczyłeś, bo na inne nie
zasługujesz – powiedziałam zachowując obojętny ton.
- Ranisz mnie – jego twarz przybrała
fałszywy wyraz bólu, a rękę przyłożył do serca – Ja jedynie próbuję być miły.
- Nie. Ty jedynie próbujesz zabawić się moim
kosztem – odparowałam ostro.
- Hmm… W sumie masz racje. Nic nie poradzę,
że lubię się z tobą droczyć – powiedział ze śmiechem – No więc, jak tam lekcja
magii?
Zignorowałam
go. Szłam prosto przed siebie, próbując znaleźć jakąś kryjówkę, gdzie mogłabym
się ukryć przed nim.
- Byłbym wdzięczny, gdybyś chociaż na mnie
spojrzała. Nie wiesz, że to niegrzeczne ignorować innych?
- Tak samo jak naigrywanie się z kogoś.
- Teraz przesadzasz. Tylko spytałem jak ci
poszło. Akurat te lekcję, mimo że jesteśmy w jednej klasie, mamy osobno. Swoją
drogą, ciekawe dlaczego? – zaczął przyglądać się mi z zaciekawieniem czekając
na odpowiedź.
- Hej! Solis! Idziesz z nami na stołówkę? –
zawołał jakiś chłopak za nami.
- Jasne! Zaraz przyjdę! – krzyknął po czym odwrócił
się ponownie do mnie – Cóż, na to pytanie raczej nie uzyskam odpowiedzi. Do
zobaczenia, Utsukushi – i odszedł ze złośliwym uśmieszkiem.
Znowu.
Dlaczego on mnie tak nazywa? Utsukushi. Mówi tak na mnie odkąd mnie poznał.
Nawet nie wiem co to znaczy. Zresztą, nieważne. Wreszcie mogę oddalić się do
swojego pokoju. Nie znoszę iść korytarzem. Zawsze wszyscy się na mnie patrzą i
szepczą za moimi plecami. Mój wygląd nieco różni się od innych aniołów, ale nic
z tym nie zrobię. Taka się już urodziłam.
Wreszcie na miejscu. Mój mały kąt. Mój
pokój. Jest dwa razy mniejszy niż innych uczniów, ale za to mam własną łazienkę
i nie muszę dzielić go ze współlokatorką. Jako jedyna mam sama pokój. Ściany są
koloru liliowego. Na jednej ścianie jest duże okno z białymi zasłonami. Z jednej
strony stoi biurko z jasnego drewna, a z drugiej łóżko i szafka nocna. Na
równoległej ścianie stoi mała szafa z tego samego drewna co biurko i wisi duże
lustro. Na środku pokoju jest ciemno-fioletowy dywan. To tyle. Nie za wiele,
ale mnie to wystarcza. I tak to tylko tymczasowe. Po za tym lubię tu siedzieć
na jasno-fioletowej pościeli i czytać lub po prostu myśleć. No, pora na moją
książkę. Jedynie czytając mogę przez chwilę myśleć, że jestem wolna, bo moja
świadomość przenosi się do świata zapisanego na kartkach. Na chwilę znikają
moje wszystkie problemy. Choć fakt, że potem powracają jest trochę rozczarowujący.
Witam :)
OdpowiedzUsuńPrzez przypadek trafiłam tutaj, ale widzę, że się opłacało :)
Też miałam kiedyś pomysł żeby pisać o aniołach, ale zdecydowałam się na gwałtowniejsze tematy :)
Wizja twojego pomysłu jest ciekawa i bardzo fajna, brakuje mi tylko bardziej rozbudowanych opisów :(
Pojawiły się też drobne błędy, ale kto ich nie popełnia ;)
Będę czytać dalej aż dobrnę do rozdziału, który jest najnowszy :)
Mam nadzieję, że odwiedzisz mojego bloga :)
http://wszystkowygladainaczejnizmyslisz.blogspot.com/