sobota, 28 marca 2015

Rozdział III

Pamiętnik Luny, 15 marca (sobota)
            Ciężko jest się zmusić, by otworzyć oczy. Lubię weekendy jak każdy, bo nie ma lekcji, jednak nie mam co robić w wolne dni. Wczoraj przed zaśnięciem udało mi się skończyć książkę, jednak biblioteka była już zamknięta, a w weekendy jest nieczynna.
Pora  zwlec się z łóżka. Muszę się pospieszyć. W soboty zawsze jadam śniadania z wujkiem. On wstaje wcześnie rano i musi na mnie czekać. A jest już w pół do dziesiątej. W brzuchu mu pewnie tak burczy, że mógłby tym burczeniem rozkruszyć głaz. 
Szybko się ubrałam i posłałam łóżko, po czym skierowałam się do gabinetu wujka. Byłam już w połowie drogi, kiedy zorientowałam się, że nie mam na szyi mojego księżycowego naszyjnika. Biegiem wróciłam się do pokoju, ale nie było go na półce w łazience, gdzie zazwyczaj go kładę. Zaczęłam go szukać. Przetrząsnęłam całą szafę i biurko. Sprawdziłam szufladkę w szafce nocnej oraz przeszukałam łóżko, bo zdarzało mi się w nim spać. Zajrzałam nawet pod dywan. Potem zaczęłam coraz bardziej spanikowana wyciągać wszystko z szafek w łazience. Zbierające się łzy w oczach nie pomagały w poszukiwaniach. Nigdzie go nie było. Sprawdziłam wszystko jeszcze cztery razy.
   - Nie ma. Zgubiłam go – powiedziałam na głos osuwając się na podłogę i zalałam się łzami.
Spojrzałam na zegarek. Jest jedenasta. Muszę iść na śniadanie bez niego. Jak wrócę to przeszukam wszystko jeszcze raz i pójdę do szkoły sprawdzić w szafce i szatniach. Jeśli zaraz nie przyjdę do wujka, zacznie się martwić i on przyjdzie tutaj. Nie chcę by wiedział, że go zgubiłam. Ten naszyjnik jest cenny dla nas obu.
Wyszłam z pokoju. Po drodze tak się zamyśliłam, że prawie minęłam pokój dyrektora. Delikatnie zapukałam, a gdy usłyszałam „Proszę” weszłam do pokoju.
   - Luna! Witaj. Już się zaczynałem bać, że nie przyjdziesz. – powitał mnie miłym uśmiechem.
   - Cześć, wujku. Przepraszam za spóźnienie.
   - Nic nie szkodzi. Coś się stało? Wyglądasz na trochę zdenerwowaną. Chyba nie stresuje Cię nasz wspólny posiłek? – zapytał wujek udając obrażonego.
   - Nie, no coś ty! – na siłę się roześmiałam – Umieram z głodu, a ty? – zagadnęłam, by nie zobaczył braku wisiorka.
   - Ja również – jakby na potwierdzenie zaburczało mu w brzuchu na co się roześmialiśmy – Chodźmy do pokoju obok. Już wszystko naszykowane.
   - Jakie dzisiaj mamy specjały?
   - Jajecznicę na skwarkach z kurkumą.
   - Super!
Sobotnie śniadania z wujkiem to jedyne chwile, gdy czuję się normalnie. Wujek Florian to brat mojej mamy. Był dla mnie jak ojciec jeszcze gdy żyła. Dlatego ucieszyłam się, że to on zaopiekował się mną po jej śmierci. To było cztery lata temu w moje urodziny. Od tygodnia byłam sama w domu, bo mama miała zadanie w świecie ludzi. Musiała pod postacią człowieka przekonać pewną kobietę, by przestała zdradzać męża i się do wszystkiego przed nim przyznała. Miała wrócić świętować moje 13 urodziny, jednak nie dała rady. Wujek też się spóźniał, a kiedy wreszcie przyszedł powiedział, że mama nie żyje.
Dopadły ją demony.
Drugi raz.
Wujek sam się zgłosił do przejęcia nade mną opieki. Od tamtej pory jesteśmy jedną rodziną, a rok temu przyjął mnie do tej Akademii Valerii na wielkiej latającej wyspie. Jest jej dyrektorem, jednak wiedzą o tym tylko nauczyciele. Choć i tak po szkole krąży wiele plotek. W końcu mamy takie same nazwiska. Rok po śmierci mamy, dokładnie w pierwszą rocznicę (i moje 14 urodziny) poszliśmy na cmentarz, na jej grób. Otrząsnęłam się już trochę po jej stracie i mogłam w miarę normalnie o niej rozmawiać. Choć płakać zdarza mi się nawet teraz. Gdy skończyliśmy się modlić, wujek wyciągnął z kieszeni płaskie pudełeczko. Powiedział, że ten prezent mama chciała mi dać rok temu na urodziny, jednak przekazała go wujkowi, wiedząc, że nie zdąży wrócić. Wujek Florian postanowił, że mi go da, gdy pogodzę się ze śmiercią mamy. W pudełeczku był naszyjnik w kształcie ćwiartki księżyca na długim rzemyku. Wisiorek stał się najcenniejszą pamiątką po mamie, zaraz po wspomnieniach. Zawsze, gdy byłam smutna, zagubiona lub szczęśliwa odruchowo go dotykałam, jakby dzięki temu mama była przy mnie. Za tą pamiątkę jestem gotowa zrobić niemalże wszystko.
   - Jak ci idzie nauka? – zapytał wujek.
   - Tak samo jak zwykle. Nie mam problemów ze zwykłymi przedmiotami i lekcjami latania, jednak nie potrafię poprawnie używać magii. Prawdopodobnie nigdy nie będę umiała. – odpowiedziałam gapiąc się w talerz, bo nie lubiłam o tym mówić. Chciałam dotknąć naszyjnika, a gdy go nie znalazłam łzy na nowo zaczęły cisnąć mi się do oczy. Jednak udało mi się je powstrzymać.
   - A on… - zaczął niepewnie – kontaktował się z tobą?
   - Nie – powiedziałam po chwili milczenia.
   - To dobrze – odparł z wyraźną ulgą.
   - Czy ja wiem, czy dobrze?
   - Co masz na myśli? – spytał zaniepokojony.
   - Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, aby tak długo nie nawiedzał mnie w snach. Boję się, że coś planuje.
   - Nie! Jestem pewien, że po prostu się poddał i uświadomił sobie, że nigdzie stąd nie odejdziesz. – powiedział gniewnym i stanowczym tonem.
   - Pewnie masz rację, wujku. – zgodziłam się i smutno uśmiechnęłam nie do końca jeszcze przekonana.
Później rozmawialiśmy już tylko o sprawach szkolnych i planach na wakacje tak jakby nie było tematu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz