wtorek, 7 kwietnia 2015

Rozdział XIII

Pamiętnik Luny, 14 maja (środa)
Wciąż nie wiem jak zachować się w stosunku do Solisa. Nie żąda już wyjaśnień, ale wiem, że i tak chce wiedzieć co się stało. Z kolei ja nie mogę mu nic powiedzieć. A może mogę, tylko nie chcę? No bo skąd mam wiedzieć jak zareaguje? Nikomu tego nie wyjawiłam. To jest moja tajemnica i chcę żeby nią została. Im mniej osób wie, tym łatwiej udawać, że to nieprawda.
Postanowiłam na razie się tym nie przejmować. Przez zadanie od profesora Kadoriusza, teraz spędzam dużo czasu z Solisem. Nawet dobrze nam się rozmawia. Nadal go błagam, by nie nazywał mnie Utsukushi, co mu się często zdarza, jednak nie chce mnie słuchać. Sprawdziłabym co to znaczy, jednak nie wiem nawet jaki to język, a nie chce marnować na to czasu.
Jest już późno, a obiecałam wujkowi, że do niego zajrzę. Ciekawe o co chodzi? Zazwyczaj spotykamy się tylko w soboty, no chyba, że coś się stanie. Ale teraz wszystko gra.
Wstałam i wyszłam z pokoju. Skierowałam się do gabinetu wujka. O tej porze nigdy nikogo nie ma, więc nie pukałam, tylko po prostu weszłam. W pierwszej chwili go nie zauważyłam, ale potem zdałam sobie sprawę, że siedzi na krześle odwrócony w stronę okna. Zawołałam go, ale nie odpowiedział, więc podeszłam do niego.
   - Śpi. – stwierdziłam i cicho się roześmiałam.

Nie chciałam go budzić, więc napisałam mu wiadomość na jakiejś karteczce i wyszłam.
Gdy szłam korytarzem, przez okna wpadało światło zachodzącego słońca. Cieszyłam się, że zaraz skończy się dzień. To oznacza początek nocy. Wszyscy pójdą spać i łatwo będzie mi się wymknąć w nocy. Kocham chodzić nad jeziorko w środku lasu. Znajduje się w części lasu, do której nie mamy wstępu, ale ja często łamię ten zakaz. Jeziorko jest ukryte między ogromnymi skałami, dzięki czemu nie łatwo je znaleźć. Kocham to miejsce, bo mogę tam swobodnie polatać. Dzisiejsza noc będzie ciepła, więc to idealny moment na nocną wycieczkę. Lub, jak kto woli, ucieczkę.
Wróciłam do pokoju. Było dopiero wpół do dziewiątej. Cisza nocna obowiązuje od dziesiątej, a ja zazwyczaj wychodzę koło jedenastej. Czyli mam jeszcze dwie i pół godziny. Za długo. W takich chwilach mam ochotę zaryzykować i wyjść wcześniej, ale boję się, że ktoś to zauważy i będę miała kłopoty.
Wzięłam się za książkę i usiadłam na łóżku. Tak mnie pochłonęła, że nie zauważyłam jak szybko mi mijał czas. Za dziesięć dziesiąta, kiedy byłam w najciekawszym momencie, zadzwoniła moja komórka. Niechętnie odłożyłam książkę i odebrałam.
   - Halo? – spytałam udając zaspany ton, by rozmówca pomyślał, że mnie obudził. Dzięki temu była szansa, że szybko się rozłączy.
   - Luna? – usłyszałam zachrypnięty głos wujka – Posłuchaj moja droga, czy mogłabyś do mnie szybko przyjść? To ważne.
   - Dobrze,  ale wiesz, że zaraz jest cisza nocna? – spytałam nie chcąc nigdzie teraz wychodzi.
   - To wszystko przez to, że zasnąłem. – obwiniał się – Proszę cię. Dam ci karteczkę potem, by strażnicy cię nie zatrzymali po drodze z powrotem do pokoju.
   - Dobrze. Zaraz będę. – zgodziłam się niechętnie.
Wyszłam do pokoju i znów skierowałam się w stronę gabinetu dyrektora. W połowie drogi zatrzymał mnie strażnik.
   - Panienko Luno, czy wie panienka, że za kilka minut zacznie się cisza nocna? – spytał stanowczym tonem.
   - Tak, wiem, ale wezwał mnie do siebie dyrektor. Poprosił, abym natychmiast przyszła. – wytłumaczyłam.
   - Dyrektor nie wzywa do siebie uczniów o tak późnej porze. – nie ustępował.
   - Powiedział, że to ważne. – ciągnęłam dalej.
   - W takim razie pójdę z panienką i sam go o to zapytam. Czy ma panienka coś przeciwko temu? – spytał, pewny, że zacznę protestować.
   - Skąd. Proszę się samemu przekonać. – odparłam.
I tak ruszyłam dalej ze strażnikiem u boku. Nie lubię tych ochroniarzy. Co prawda szkoła dzięki nim jest bezpieczna, ale też bardziej przypomina więzienie. Wszyscy strażnicy znają uczniów po imieniu i zwracają się do nich „paniczu” i „panienko”. Szlachta może jest do tego przyzwyczajona, ale ja nie. Czuję się wtedy dziwnie. To ten sam rodzaj uczucia, gdy dziecko mówi do Ciebie „proszę pani”, a ty nawet nie jesteś dorosła.
Doszliśmy w końcu do gabinetu. Strażnik zapukał do drzwi, które po chwili otworzył wujek Florian. Na widok mojego „towarzysza” zrobił zdziwioną minę, ale potem domyślił się co się stało.
   - Wszystko w porządku, strażniku Tonari. Poprosiłem Lunę, by do mnie teraz przyszła. – wyjaśnił mu.
   - Rozumiem. – odpowiedział niezadowolony, a po chwili dodał jeszcze bardziej zdenerwowanym tonem – W takim razie przepraszam Cię za moje podejrzenia, panienko Luno.
   - Nic nie szkodzi. – odpowiedziałam lekko zdziwiona.
   - No, wejdź do środka. – ponaglił mnie wujek.
Posłusznie przestąpiłam próg gabinetu. Usiadłam na sofie pod ścianą i czekałam, aż wujek mi powie o co chodzi.
   - Więc, co było takie ważne, że nie mogło zaczekać do jutra? – zapytałam, gdy nic nie mówił.
   - W sumie to nie jest takie ważne. – przyznał się wujek. – Chciałem Cię tylko poprosić, żebyś od jutra zaczęła pomagać w przygotowaniach do festiwalu. A dokładniej grupie prowadzącej.
O mało nie dostałam szału. Każe mi tu przyłazić o takiej porze i przerywa czytanie, tylko dla takiej błahostki? To nie jest normalne.
   - Mam pytanie. – zaczęłam poirytowanym głosem – Dlaczego nie mogłeś powiedzieć mi tego przez telefon?
   - W sumie mogłem. Jakoś o tym nie pomyślałem.
   - Wujku!
   - Wybacz. – odpowiedział rozbawionym tonem, który mnie jeszcze bardziej zdenerwował.
   - Więc będę pomagała Solisowi, Cassidy i Dominowi, tak? – upewniłam się.
   - Tak. Oprócz Ciebie, pomagać będzie jeszcze Cahil, który zgłosił się na ochotnika. Znasz ich?
   - Wszystkich z wyjątkiem Domina. O nim tylko słyszałam. – odparłam wstając z kanapy. Chciałam już sobie iść.
   - Świetnie. Tak, możesz już iść. I od jutra zamiast na lekcję przychodzisz na aulę. Jednak nie liczą się lekcji magii i latania.
   - No tak. Za dobrze być nie może. – odpowiedziałam wychodząc za drzwi – Dobranoc!
Super. Łatwa pomoc, i tylko dwie lekcje z czego jedna co dwa dni. Festiwal już w przyszłym tygodniu. Więc pewnie wszystko już ustalone i została robota fizyczna. Myślę, że będzie całkiem nieźle.
Wróciłam do pokoju i do książki. Miałam jeszcze ponad godzinę do jedenastej, a zostało mi tylko pięćdziesiąt stron. Skończę to zanim wyjdę.
I miałam rację. Wyszłam jak tylko przeczytałam epilog. Najtrudniejsze jest przejście koło strażników, ale mam to już opanowane. Na początku roku znalazłam przejście. Jest za wielkim obrazem przedstawiającym dwa anioły. Jeden spada, a drugi próbuje go złapać. Wystarczy go otworzyć, jak drzwi, a za nim jest korytarz. Spokojnie zmieści się tam anioł z rozwiniętymi skrzydłami. Podejrzewam, że jest to jakieś wyjście ewakuacyjne. Trafiłam na nie przypadkiem. Próbowałam się pierwszy raz wymknąć, bo było mi duszno i chciałam się przejść. Wtedy jeszcze nie znałam jeziorka. Na korytarzu roiło się od strażników, więc chciałam zawrócić. I wtedy spostrzegłam ten obraz. Zaciekawiło mnie to co jest na nim namalowane i to, że wisi tak nisko. Dolna rama dotykała podłogi. Chciałam zobaczyć czy rzeczywiście wisi, więc pociągnęłam z jednej strony ramę obrazu i… otworzyłam przejście. Najlepsze jest to, że prowadzi bezpośrednio do lasu, a strażnicy pilnują tylko wejść do niego. W środku lasu ich nie ma.
Szybko weszłam do tajnego korytarza i zamknęłam za sobą wejście. Już tutaj czułam świeży zapach lasu. Nie mogę się doczekać, aż dotrę do jeziorka i rozwinę skrzydła. W Sali na lekcjach latania jest ciasno i nie ma wiatru. Dlatego nie lubię tych lekcji. Ale nad jeziorkiem czuję się wolna. I latem pięknie tam pachnie, bo nad brzegiem jeziorka rośnie mnóstwo kwiatów. I mam tam przyjaciela. Jest bardzo podobny do mnie. Rozumiemy się bez słów, bo w końcu on nic nie mówi. Uwielbiam się z nim bawić.
Na myśl o jeziorku puściłam się biegiem. Chciałam już tam być.

2 komentarze:

  1. Zapraszam na mojego bloga
    http://missing-life.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  2. Dopiero co natknęłam się na twojego bloga i muszę przyznać, że zrobiłaś wrażenie :)
    Kiedy można się spodziewać następnego rozdziału?
    ***
    I przy okazji zapraszam na mojego bloga, tworzę go z koleżanką i dopiero zaczynamy blogować:
    http://milosc-nie-umiera.blogspot.com/
    Pozdrawiam i czekam na nexta,
    Klaudia

    OdpowiedzUsuń