Pamiętnik Luny, 14 maja (środa)
Wciąż nie
wiem jak zachować się w stosunku do Solisa. Nie żąda już wyjaśnień, ale wiem,
że i tak chce wiedzieć co się stało. Z kolei ja nie mogę mu nic powiedzieć. A
może mogę, tylko nie chcę? No bo skąd mam wiedzieć jak zareaguje? Nikomu tego
nie wyjawiłam. To jest moja tajemnica i chcę żeby nią została. Im mniej osób
wie, tym łatwiej udawać, że to nieprawda.
Postanowiłam
na razie się tym nie przejmować. Przez zadanie od profesora Kadoriusza, teraz spędzam
dużo czasu z Solisem. Nawet dobrze nam się rozmawia. Nadal go błagam, by nie
nazywał mnie Utsukushi, co mu się często zdarza, jednak nie chce mnie słuchać.
Sprawdziłabym co to znaczy, jednak nie wiem nawet jaki to język, a nie chce
marnować na to czasu.
Jest już
późno, a obiecałam wujkowi, że do niego zajrzę. Ciekawe o co chodzi? Zazwyczaj
spotykamy się tylko w soboty, no chyba, że coś się stanie. Ale teraz wszystko
gra.
Wstałam i
wyszłam z pokoju. Skierowałam się do gabinetu wujka. O tej porze nigdy nikogo
nie ma, więc nie pukałam, tylko po prostu weszłam. W pierwszej chwili go nie
zauważyłam, ale potem zdałam sobie sprawę, że siedzi na krześle odwrócony w
stronę okna. Zawołałam go, ale nie odpowiedział, więc podeszłam do niego.
- Śpi. – stwierdziłam i cicho się
roześmiałam.
Gdy szłam
korytarzem, przez okna wpadało światło zachodzącego słońca. Cieszyłam się, że
zaraz skończy się dzień. To oznacza początek nocy. Wszyscy pójdą spać i łatwo
będzie mi się wymknąć w nocy. Kocham chodzić nad jeziorko w środku lasu.
Znajduje się w części lasu, do której nie mamy wstępu, ale ja często łamię ten
zakaz. Jeziorko jest ukryte między ogromnymi skałami, dzięki czemu nie łatwo je
znaleźć. Kocham to miejsce, bo mogę tam swobodnie polatać. Dzisiejsza noc
będzie ciepła, więc to idealny moment na nocną wycieczkę. Lub, jak kto woli,
ucieczkę.
Wróciłam do
pokoju. Było dopiero wpół do dziewiątej. Cisza nocna obowiązuje od dziesiątej,
a ja zazwyczaj wychodzę koło jedenastej. Czyli mam jeszcze dwie i pół godziny.
Za długo. W takich chwilach mam ochotę zaryzykować i wyjść wcześniej, ale boję
się, że ktoś to zauważy i będę miała kłopoty.
Wzięłam się
za książkę i usiadłam na łóżku. Tak mnie pochłonęła, że nie zauważyłam jak
szybko mi mijał czas. Za dziesięć dziesiąta, kiedy byłam w najciekawszym
momencie, zadzwoniła moja komórka. Niechętnie odłożyłam książkę i odebrałam.
- Halo? – spytałam udając zaspany ton, by
rozmówca pomyślał, że mnie obudził. Dzięki temu była szansa, że szybko się
rozłączy.
- Luna? – usłyszałam zachrypnięty głos wujka
– Posłuchaj moja droga, czy mogłabyś do mnie szybko przyjść? To ważne.
- Dobrze,
ale wiesz, że zaraz jest cisza nocna? – spytałam nie chcąc nigdzie teraz
wychodzi.
- To wszystko przez to, że zasnąłem. –
obwiniał się – Proszę cię. Dam ci karteczkę potem, by strażnicy cię nie
zatrzymali po drodze z powrotem do pokoju.
-
Dobrze. Zaraz będę. – zgodziłam się niechętnie.
Wyszłam do
pokoju i znów skierowałam się w stronę gabinetu dyrektora. W połowie drogi
zatrzymał mnie strażnik.
- Panienko Luno, czy wie panienka, że za
kilka minut zacznie się cisza nocna? – spytał stanowczym tonem.
- Tak, wiem, ale wezwał mnie do siebie
dyrektor. Poprosił, abym natychmiast przyszła. – wytłumaczyłam.
- Dyrektor nie wzywa do siebie uczniów o tak
późnej porze. – nie ustępował.
- Powiedział, że to ważne. – ciągnęłam dalej.
- W takim razie pójdę z panienką i sam go o
to zapytam. Czy ma panienka coś przeciwko temu? – spytał, pewny, że zacznę
protestować.
- Skąd. Proszę się samemu przekonać. –
odparłam.
I tak
ruszyłam dalej ze strażnikiem u boku. Nie lubię tych ochroniarzy. Co prawda
szkoła dzięki nim jest bezpieczna, ale też bardziej przypomina więzienie.
Wszyscy strażnicy znają uczniów po imieniu i zwracają się do nich „paniczu” i „panienko”.
Szlachta może jest do tego przyzwyczajona, ale ja nie. Czuję się wtedy dziwnie.
To ten sam rodzaj uczucia, gdy dziecko mówi do Ciebie „proszę pani”, a ty nawet
nie jesteś dorosła.
Doszliśmy w
końcu do gabinetu. Strażnik zapukał do drzwi, które po chwili otworzył wujek
Florian. Na widok mojego „towarzysza” zrobił zdziwioną minę, ale potem domyślił
się co się stało.
- Wszystko w porządku, strażniku Tonari. Poprosiłem
Lunę, by do mnie teraz przyszła. – wyjaśnił mu.
- Rozumiem. – odpowiedział niezadowolony, a
po chwili dodał jeszcze bardziej zdenerwowanym tonem – W takim razie
przepraszam Cię za moje podejrzenia, panienko Luno.
- Nic nie szkodzi. – odpowiedziałam lekko zdziwiona.
- No, wejdź do środka. – ponaglił mnie
wujek.
Posłusznie
przestąpiłam próg gabinetu. Usiadłam na sofie pod ścianą i czekałam, aż wujek mi
powie o co chodzi.
- Więc, co było takie ważne, że nie mogło
zaczekać do jutra? – zapytałam, gdy nic nie mówił.
- W sumie to nie jest takie ważne. –
przyznał się wujek. – Chciałem Cię tylko poprosić, żebyś od jutra zaczęła
pomagać w przygotowaniach do festiwalu. A dokładniej grupie prowadzącej.
O mało nie
dostałam szału. Każe mi tu przyłazić o takiej porze i przerywa czytanie, tylko
dla takiej błahostki? To nie jest normalne.
- Mam pytanie. – zaczęłam poirytowanym
głosem – Dlaczego nie mogłeś powiedzieć mi tego przez telefon?
- W sumie mogłem. Jakoś o tym nie
pomyślałem.
- Wujku!
- Wybacz. – odpowiedział rozbawionym tonem,
który mnie jeszcze bardziej zdenerwował.
- Więc będę pomagała Solisowi, Cassidy i
Dominowi, tak? – upewniłam się.
- Tak. Oprócz Ciebie, pomagać będzie jeszcze
Cahil, który zgłosił się na ochotnika. Znasz ich?
- Wszystkich z wyjątkiem Domina. O nim tylko
słyszałam. – odparłam wstając z kanapy. Chciałam już sobie iść.
- Świetnie. Tak, możesz już iść. I od jutra
zamiast na lekcję przychodzisz na aulę. Jednak nie liczą się lekcji magii i
latania.
- No tak. Za dobrze być nie może. –
odpowiedziałam wychodząc za drzwi – Dobranoc!
Super. Łatwa
pomoc, i tylko dwie lekcje z czego jedna co dwa dni. Festiwal już w przyszłym
tygodniu. Więc pewnie wszystko już ustalone i została robota fizyczna. Myślę,
że będzie całkiem nieźle.
Wróciłam do
pokoju i do książki. Miałam jeszcze ponad godzinę do jedenastej, a zostało mi
tylko pięćdziesiąt stron. Skończę to zanim wyjdę.
I miałam
rację. Wyszłam jak tylko przeczytałam epilog. Najtrudniejsze jest przejście
koło strażników, ale mam to już opanowane. Na początku roku znalazłam
przejście. Jest za wielkim obrazem przedstawiającym dwa anioły. Jeden spada, a
drugi próbuje go złapać. Wystarczy go otworzyć, jak drzwi, a za nim jest
korytarz. Spokojnie zmieści się tam anioł z rozwiniętymi skrzydłami.
Podejrzewam, że jest to jakieś wyjście ewakuacyjne. Trafiłam na nie
przypadkiem. Próbowałam się pierwszy raz wymknąć, bo było mi duszno i chciałam
się przejść. Wtedy jeszcze nie znałam jeziorka. Na korytarzu roiło się od
strażników, więc chciałam zawrócić. I wtedy spostrzegłam ten obraz. Zaciekawiło
mnie to co jest na nim namalowane i to, że wisi tak nisko. Dolna rama dotykała
podłogi. Chciałam zobaczyć czy rzeczywiście wisi, więc pociągnęłam z jednej
strony ramę obrazu i… otworzyłam przejście. Najlepsze jest to, że prowadzi bezpośrednio
do lasu, a strażnicy pilnują tylko wejść do niego. W środku lasu ich nie ma.
Szybko
weszłam do tajnego korytarza i zamknęłam za sobą wejście. Już tutaj czułam
świeży zapach lasu. Nie mogę się doczekać, aż dotrę do jeziorka i rozwinę
skrzydła. W Sali na lekcjach latania jest ciasno i nie ma wiatru. Dlatego nie
lubię tych lekcji. Ale nad jeziorkiem czuję się wolna. I latem pięknie tam
pachnie, bo nad brzegiem jeziorka rośnie mnóstwo kwiatów. I mam tam
przyjaciela. Jest bardzo podobny do mnie. Rozumiemy się bez słów, bo w końcu on
nic nie mówi. Uwielbiam się z nim bawić.
Na myśl o
jeziorku puściłam się biegiem. Chciałam już tam być.
Zapraszam na mojego bloga
OdpowiedzUsuńhttp://missing-life.blogspot.com/
Dopiero co natknęłam się na twojego bloga i muszę przyznać, że zrobiłaś wrażenie :)
OdpowiedzUsuńKiedy można się spodziewać następnego rozdziału?
***
I przy okazji zapraszam na mojego bloga, tworzę go z koleżanką i dopiero zaczynamy blogować:
http://milosc-nie-umiera.blogspot.com/
Pozdrawiam i czekam na nexta,
Klaudia