poniedziałek, 6 kwietnia 2015

Rozdział XII

Dziennik Solisa, 6 maja (wtorek)
    - Solis, nie uważasz, że będzie lepiej kiedy ty zaczniesz?
   - Nie ma mowy Cassidy. Jeśli naprawdę nie chcesz mówić pierwsza, to niech zrobi to Domin.
Właśnie mam jedno z wielu spotkań organizacyjnych z Cassidy i Dominem. Mamy prowadzić cały „Festiwal Szaleństwa”, a prawie nic nie mamy ustalone. Dziewiętnastego maja będzie ceremonia otwarcia i oprowadzanie gości po wyspie. Dwudziestego – występy muzyczne, kursy taneczne i koncert. To będzie dzień w świecie muzyki. Dwudziesty pierwszy będzie dniem sportów – mecze piłki nożnej, siatkówki, koszykówki i tenisa. Do tego będziemy uczyć chętnych gry w te sporty oraz zaplanowana jest nauka pływania dla dzieci na szkolnym basenie. Ale nie mamy pojęcia co zrobić w pozostałe dni. Każdy dzień będzie tematyczny i będą się odbywać zajęcia i konkursy związane tylko z tym tematem. Przez cały czas otwarte będą tylko stoiska z jedzeniem i jakimiś prostymi konkursami. Teraz omawiamy ceremonię otwarcia.
   - Nie mam nic przeciwko, jednak uważam, że pierwszą kwestię powinnaś jednak ty wygłosić Cassidy. – powiedział Domin, jak zwykle poważnym tonem – Jesteś bardzo energiczna i żywiołowa, dzięki czemu świetnie się nadasz i już na początku wprawisz gości w dobry nastrój.
   - Też tak uważam. – przyznałem mu rację.
   - Ale ja nie chcę. – upierała  się Cassidy.
   - Posłuchaj – zacząłem – dobrze wiesz, że i tak postawimy na swoim i ty będziesz mówić pierwsza. Szkoda czasu, a musimy jeszcze rozplanować resztę dni.
  
- Solis, nie jesteś zbyt pewny siebie? – spytała z wyrzutem.
   - Twoje zdolności analizy są znakomite i uznałem, że sama już na to wpadłaś. – odpowiedziałem z lekkim rozbawieniem.
   - Cassidy, Solis ma racje. – wtrącił się Domin – Tracimy czas.
   - Ok. Ale na scenę wychodzimy razem. – zażądała.
   - Mi pasuje.
   - Mi również.
   - Właściwie mam pomysł na czwartek i piątek. – oznajmiła Cassidy.
   - Serio? Jaki? – spytałem zaciekawiony.
   - Czwartek możemy zrobić plastyczny. Urządzimy wystawy, na których pokażemy obrazy i rzeźby autorstwa uczniów. Do tego możemy zorganizować lekcję rysowania i rzeźbienia. Jestem pewna, że kluby plastyczny i rzeźbiarski zgodzą się je poprowadzić.
   - Myślę, że to dobry pomysł. – zgodził się Domin.
   - Możemy też poprosić klub rzemieślniczy, aby przeprowadzili jakieś zajęcia. Na przykład z plecenia koszy wiklinowych. - wymyśliłem
   - Tak, to świetny pomysł! – odparła Cassidy.
   - A co wymyśliłaś na piątek? – spytał Domin, wyraźnie niezadowolony, że nie on na to wpadł.
   - Dwudziestego trzeciego możemy urządzić konkurs kulinarny. Możemy zrobić więcej niż jeden, albo kilka etapów. Do tego pytałam już klub gastronomiczny i mogą poprowadzić lekcję gotowania i dekorowania tortów.
   - Może ja skorzystam z lekcji gotowania. – pomyślałem na głos. Naprawdę kiepski ze mnie kucharz.
   - Zostaje jeszcze ceremonia zakończenia. – przypomniał Domin.
   - W ten dzień będziemy wręczać nagrody za wszystkie konkursy, potem ma zagrać jakiś zespół, a na koniec nasze mowy kończące, w których musimy pożegnać gości i podziękować wszystkim za przybycie oraz uczniom za ciężką pracę. – powiedziałem.
   - Możesz mi powiedzieć, dlaczego sam o tym decydujesz? – zapytał rozzłoszczony Domin.
   - Nie ja, tylko dyrektor. – odpowiedziałem spokojnie.
   - Dobra,  chyba możemy na tym skończyć. Macie czas jutro? Musimy ustalić ilość konkursów, ile miejsc będziemy nagradzać, jakie nagrody rozdamy i skąd je weźmiemy. – podsumowała wszystko Cassidy.
   - Dla mnie żaden problem. – odparłem
   - Ja również nie mam żadnych planów. – odpowiedział Domin naburmuszony.
Spojrzałem na zegarek. Było już pięć po szesnastej. O szesnastej miałem się spotkać z Luną w bibliotece w ramach przygotowań do czerwcowej wyprawy. Zanim tam dojdę, będzie piętnaście po. Luna będzie zła za spóźnienie.
Szybko powiedziałem cześć Dominowi i Cassidy, po czym wybiegłem z auli. Pędziłem, aż się za mną kurzyło. Po drodze wpadłem na parę osób, ale na szczęście nikogo nie przewróciłem. Gdy dotarłem do biblioteki, byłem czerwony jak burak i miałem zadyszkę. Znów spojrzałem na zegarek.
   - Nieźle.
Byłem dwie minuty wcześniej niż przypuszczałem. Otworzyłem drzwi i wszedłem. Poszedłem do stolika w rogu, między regałami. Podobno to było ulubione miejsce Luny w bibliotece, więc postanowiliśmy, że tam będziemy się spotykać.
Przystanąłem przed regałem, za którym był stolik. Modliłem się, żeby Luna jeszcze była. Lekkie wychylenie za regał… Jest! Ulżyło mi. Nie poszła tylko na mnie czekała. Szybko do niej podszedłem.
   - Przepraszam, strasznie przepraszam. – zacząłem – Spotkanie dotyczące festiwalu się przedłużyło. – zacząłem się tłumaczyć.
   - Nic nie szkodzi. – odpowiedziała, ale nie do końca jej uwierzyłem.
   - Serio mi przykro… - kontynuowałem.
   - Solis, nic się nie stało. – przerwała mi – To tylko niecały kwadrans.
   - Serio?
   - Tak. Każdemu może się zdarzyć. Lepiej zabierzmy się za to co mamy do zrobienia. – odparła wyjmując notatnik i długopis z torby.
   - Ulżyło mi. Myślałem, że będziesz wściekła. – wyznałem.
   - Robisz z igły widły. To tylko małe spóźnienie. Musimy zrobić listę co będziemy potrzebować w świecie ludzi. – zmieniła temat.
   - Dobra. Na pewno pieniądze. Będziemy musieli później zdobyć odpowiednie waluty. – zacząłem się zastanawiać – Możemy wziąć drugie śniadania.
   - Chodziło mi bardziej o to, co będzie nam niezbędne. Drugie śniadanie takie nie jest. Na pewno potrzebujemy map. No i nie możemy zapomnieć o bransoletkach. – ciągnęła dalej. Widać było, że jest podekscytowana na tą wycieczkę. Ta myśl mimowolnie wywołała uśmiech na mojej twarzy.
   - Nie zapominasz przypadkiem o ciuchach na zmianę oraz szczoteczce i paście do zębów? – spytałem, gdy nie wymieniła tych rzeczy
   - Akurat to sami będziemy pakować. Mi chodzi o rzeczy, którymi będziemy musieli się podzielić. – oznajmiła. W tym momencie coś sobie uświadomiłem.
   - Dlaczego na mnie nie patrzysz?
Milczała. Jednak domyślałem się o co chodzi. Wyraźnie nadal myślała o tym co się stało kilka dni temu. Trudno się dziwić. Sam ciągle wracam do tego momentu i staram się to zrozumieć. Ale nic nie mogę wymyślić. Mam pustkę w głowie jeśli chodzi o tą sprawę. Ale teraz muszę coś powiedzieć, co przywróci w miarę normalne stosunki między nami. Jeśli w ogóle takie były…
   - Nie będę Cię już wypytywał o to co się stało. – oznajmiłem – Jeśli będziesz chciała mi powiedzieć o tym, zrobisz to. Na siłę nic z Ciebie nie wyduszę.
   - Dziękuję. – odpowiedziała, gdy dotarło do niej co powiedziałem.
Siedzieliśmy przez chwilę w milczeniu, a potem dalej opracowywaliśmy co nam jest potrzebne. Luna nadal unikała mojego wzroku.
   - To nie będzie takie proste. – pomyślałem z westchnięciem.

2 komentarze:

  1. Cały rozdział o organizowaniu, myślałam, że będzie coś innego. Ale dowiedziałam się co będzie na festiwalu i jestem zadowolona. Nie mogę się go doczekać ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiem. Jest teraz trochę nudniejszy okres, ale poczekaj do rozpoczęcia festiwalu. Wtedy będzie ciekawiej.

      Usuń