Dziennik Solisa, 6 maja (wtorek)
- Solis, nie uważasz, że będzie lepiej
kiedy ty zaczniesz?
- Nie ma mowy Cassidy. Jeśli naprawdę nie
chcesz mówić pierwsza, to niech zrobi to Domin.
Właśnie mam
jedno z wielu spotkań organizacyjnych z Cassidy i Dominem. Mamy prowadzić cały
„Festiwal Szaleństwa”, a prawie nic nie mamy ustalone. Dziewiętnastego maja
będzie ceremonia otwarcia i oprowadzanie gości po wyspie. Dwudziestego –
występy muzyczne, kursy taneczne i koncert. To będzie dzień w świecie muzyki.
Dwudziesty pierwszy będzie dniem sportów – mecze piłki nożnej, siatkówki,
koszykówki i tenisa. Do tego będziemy uczyć chętnych gry w te sporty oraz
zaplanowana jest nauka pływania dla dzieci na szkolnym basenie. Ale nie mamy
pojęcia co zrobić w pozostałe dni. Każdy dzień będzie tematyczny i będą się
odbywać zajęcia i konkursy związane tylko z tym tematem. Przez cały czas
otwarte będą tylko stoiska z jedzeniem i jakimiś prostymi konkursami. Teraz
omawiamy ceremonię otwarcia.
- Nie mam nic przeciwko, jednak uważam, że
pierwszą kwestię powinnaś jednak ty wygłosić Cassidy. – powiedział Domin, jak
zwykle poważnym tonem – Jesteś bardzo energiczna i żywiołowa, dzięki czemu
świetnie się nadasz i już na początku wprawisz gości w dobry nastrój.
- Też tak uważam. – przyznałem mu rację.
- Ale ja nie chcę. – upierała się Cassidy.
- Posłuchaj – zacząłem – dobrze wiesz, że i
tak postawimy na swoim i ty będziesz mówić pierwsza. Szkoda czasu, a musimy
jeszcze rozplanować resztę dni.
- Twoje zdolności analizy są znakomite i
uznałem, że sama już na to wpadłaś. – odpowiedziałem z lekkim rozbawieniem.
- Cassidy, Solis ma racje. – wtrącił się
Domin – Tracimy czas.
- Ok. Ale na scenę wychodzimy razem. –
zażądała.
- Mi pasuje.
- Mi również.
- Właściwie mam pomysł na czwartek i piątek.
– oznajmiła Cassidy.
- Serio? Jaki? – spytałem zaciekawiony.
- Czwartek możemy zrobić plastyczny.
Urządzimy wystawy, na których pokażemy obrazy i rzeźby autorstwa uczniów. Do
tego możemy zorganizować lekcję rysowania i rzeźbienia. Jestem pewna, że kluby
plastyczny i rzeźbiarski zgodzą się je poprowadzić.
- Myślę, że to dobry pomysł. – zgodził się
Domin.
- Możemy też poprosić klub rzemieślniczy,
aby przeprowadzili jakieś zajęcia. Na przykład z plecenia koszy wiklinowych. -
wymyśliłem
- Tak, to świetny pomysł! – odparła Cassidy.
- A co wymyśliłaś na piątek? – spytał Domin,
wyraźnie niezadowolony, że nie on na to wpadł.
- Dwudziestego trzeciego możemy urządzić
konkurs kulinarny. Możemy zrobić więcej niż jeden, albo kilka etapów. Do tego
pytałam już klub gastronomiczny i mogą poprowadzić lekcję gotowania i
dekorowania tortów.
- Może ja skorzystam z lekcji gotowania. –
pomyślałem na głos. Naprawdę kiepski ze mnie kucharz.
- Zostaje jeszcze ceremonia zakończenia. –
przypomniał Domin.
- W ten dzień będziemy wręczać nagrody za
wszystkie konkursy, potem ma zagrać jakiś zespół, a na koniec nasze mowy
kończące, w których musimy pożegnać gości i podziękować wszystkim za przybycie
oraz uczniom za ciężką pracę. – powiedziałem.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego sam o tym
decydujesz? – zapytał rozzłoszczony Domin.
- Nie ja, tylko dyrektor. – odpowiedziałem
spokojnie.
- Dobra,
chyba możemy na tym skończyć. Macie czas jutro? Musimy ustalić ilość
konkursów, ile miejsc będziemy nagradzać, jakie nagrody rozdamy i skąd je
weźmiemy. – podsumowała wszystko Cassidy.
- Dla mnie żaden problem. – odparłem
- Ja również nie mam żadnych planów. –
odpowiedział Domin naburmuszony.
Spojrzałem
na zegarek. Było już pięć po szesnastej. O szesnastej miałem się spotkać z Luną
w bibliotece w ramach przygotowań do czerwcowej wyprawy. Zanim tam dojdę,
będzie piętnaście po. Luna będzie zła za spóźnienie.
Szybko
powiedziałem cześć Dominowi i Cassidy, po czym wybiegłem z auli. Pędziłem, aż
się za mną kurzyło. Po drodze wpadłem na parę osób, ale na szczęście nikogo nie
przewróciłem. Gdy dotarłem do biblioteki, byłem czerwony jak burak i miałem
zadyszkę. Znów spojrzałem na zegarek.
- Nieźle.
Byłem dwie
minuty wcześniej niż przypuszczałem. Otworzyłem drzwi i wszedłem. Poszedłem do
stolika w rogu, między regałami. Podobno to było ulubione miejsce Luny w
bibliotece, więc postanowiliśmy, że tam będziemy się spotykać.
Przystanąłem
przed regałem, za którym był stolik. Modliłem się, żeby Luna jeszcze była.
Lekkie wychylenie za regał… Jest! Ulżyło mi. Nie poszła tylko na mnie czekała.
Szybko do niej podszedłem.
- Przepraszam, strasznie przepraszam. –
zacząłem – Spotkanie dotyczące festiwalu się przedłużyło. – zacząłem się
tłumaczyć.
- Nic nie szkodzi. – odpowiedziała, ale nie
do końca jej uwierzyłem.
- Serio mi przykro… - kontynuowałem.
- Solis, nic się nie stało. – przerwała mi –
To tylko niecały kwadrans.
- Serio?
- Tak. Każdemu może się zdarzyć. Lepiej
zabierzmy się za to co mamy do zrobienia. – odparła wyjmując notatnik i
długopis z torby.
- Ulżyło mi. Myślałem, że będziesz wściekła.
– wyznałem.
- Robisz z igły widły. To tylko małe
spóźnienie. Musimy zrobić listę co będziemy potrzebować w świecie ludzi. –
zmieniła temat.
- Dobra. Na pewno pieniądze. Będziemy
musieli później zdobyć odpowiednie waluty. – zacząłem się zastanawiać – Możemy
wziąć drugie śniadania.
- Chodziło mi bardziej o to, co będzie nam
niezbędne. Drugie śniadanie takie nie jest. Na pewno potrzebujemy map. No i nie
możemy zapomnieć o bransoletkach. – ciągnęła dalej. Widać było, że jest
podekscytowana na tą wycieczkę. Ta myśl mimowolnie wywołała uśmiech na mojej
twarzy.
- Nie zapominasz przypadkiem o ciuchach na
zmianę oraz szczoteczce i paście do zębów? – spytałem, gdy nie wymieniła tych
rzeczy
- Akurat to sami będziemy pakować. Mi chodzi
o rzeczy, którymi będziemy musieli się podzielić. – oznajmiła. W tym momencie
coś sobie uświadomiłem.
- Dlaczego na mnie nie patrzysz?
Milczała.
Jednak domyślałem się o co chodzi. Wyraźnie nadal myślała o tym co się stało
kilka dni temu. Trudno się dziwić. Sam ciągle wracam do tego momentu i staram
się to zrozumieć. Ale nic nie mogę wymyślić. Mam pustkę w głowie jeśli chodzi o
tą sprawę. Ale teraz muszę coś powiedzieć, co przywróci w miarę normalne
stosunki między nami. Jeśli w ogóle takie były…
- Nie będę Cię już wypytywał o to co się
stało. – oznajmiłem – Jeśli będziesz chciała mi powiedzieć o tym, zrobisz to.
Na siłę nic z Ciebie nie wyduszę.
- Dziękuję. – odpowiedziała, gdy dotarło do
niej co powiedziałem.
Siedzieliśmy
przez chwilę w milczeniu, a potem dalej opracowywaliśmy co nam jest potrzebne.
Luna nadal unikała mojego wzroku.
- To nie będzie takie proste. – pomyślałem z
westchnięciem.
Cały rozdział o organizowaniu, myślałam, że będzie coś innego. Ale dowiedziałam się co będzie na festiwalu i jestem zadowolona. Nie mogę się go doczekać ^^
OdpowiedzUsuńNo wiem. Jest teraz trochę nudniejszy okres, ale poczekaj do rozpoczęcia festiwalu. Wtedy będzie ciekawiej.
Usuń