Pamiętnik Luny, 5 maja (poniedziałek)
W zeszły worek nie byłam w szkole.
Trochę się bałam i nie chciałem, by Solis znów zarzucił mnie pytaniami, na
które nie chciałabym odpowiadać. Pół dnia przesiedziałam w swoim pokoju. Potem
zajrzała do mnie Cassidy. Powiedziała mi o zadaniu od profesora Kadoriusza. Szczerze
mówiąc trochę mnie to przytłacza. Po południu poszłam do wujka. Musiałam mu
opowiedzieć dokładniej co się stało. Podobno był u niego Solis, domagając się
wyjaśnień. Na całe szczęście wujek Florian nic mu nie powiedział.
Teraz
czerwcowa wyprawa była największym problemem. Zostałam połączona z Solisem. To
znaczy, że przez najbliższy miesiąc dość często będziemy się spotykać. Musimy
się odpowiednio przygotować. Na całe szczęście, cała trójka szlachciców została
poproszona o prowadzenie całego wydarzenia, kiedy zacznie się „Festiwal
Szaleństwa”. Także Solis będzie zajęty również tym, dzięki czemu nie musimy
spotykać się codziennie.
Gdy w środę
poszłam na lekcję, zdziwiłam się, że Solis nie zadawał pytań. I, o dziwo, nie
wyglądał na złego. To sporo ułatwia. Zaskoczył mnie. Może nadal możemy się
kolegować. Zdziwiło mnie jeszcze coś. Wygląda na to, że wszyscy słyszeli, że
coś się stało, ale nikt nie zna żadnych szczegółów. Nie wiedzą nawet, kto brał
udział w tym zdarzeniu.
Wczoraj miałam pierwsze spotkanie z Solisem. Zadecydowaliśmy, że będziemy się przygotowywać w bibliotece. Profesor Kadoriusz kazał nam samym wybrać miejsce, w którym się zatrzymamy, ale nie mają to być miasta typu Hollywood lub Los Angeles, bo podobno są zbyt niebezpieczne. Pierwszy dzień spędzimy na wyspie Rodos. To przepiękne miejsce. Nie jest duże, ale piękne i spokojne. Moim zdaniem idealne do obserwowania ludzi. Natomiast drugiego dnia zatrzymamy się w Japonii. Z początku myślałam, że możemy wybrać tylko jedno miasto, ze względu na dojazd, jednak okazało się, że Ci, którzy chcą się udać w kilka miejsc otrzymają specjalne bransoletki do teleportacji. W bransoletkach są księżycowe diamenty. Nie do końca wiadomo jak działają, lub raczej do czego konkretnie służą, bo znajdują wiele zastosowań. Jednym z nich jest właśnie teleportacja.
Jak się
dowiedziałam o tej wyprawie to myślałam tylko pesymistycznie, ale teraz nie
mogę się jej doczekać. W końcu mamy tylko obserwować, nie ingerować. Co prawda
będziemy musieli uważać na demony, ale szansa, że jakiegoś spotkamy jest mała.
Demony nie lubią świata ludzi i pojawiają się w nim tylko kiedy muszą.
Nie często
trafia się taka okazja, więc mam zamiar się nią cieszyć. Jedyne co mnie
przeraża to sprawozdanie, które trzeba napisać po powrocie i perspektywa
spędzenia całych dwóch dni z Solisem. Dotąd czasami ze sobą rozmawialiśmy. Nic
więcej. To nie będzie łatwe. Szczególnie po tym co się zdarzyło.
Jednak nie
mam co się martwić na zapas. Wyprawa do świata ludzi jest dopiero za miesiąc.
Wcześniej jest „Festiwal Szaleństwa”. Mam tylko nadzieję, że nic się nie
wydarzy. Bo inaczej cały festiwal może okazać się totalną porażką.
Przemyślenia Luny są ciekawe, zwłaszcza te o bransoletkach z księżycowymi diamentami, ale spodziewałam się dłuższego rozdziału.
OdpowiedzUsuńTak, wiem. Też do końca nie jestem z tego rozdziału zadowolona. Nie wiem czy następny nie będzie podobny, ale postaram się, żeby nie był. Chciałam bardziej pokazać sposób myślenia Luny.
Usuń