poniedziałek, 30 marca 2015

Rozdział VI

Pamiętnik Luny, 28 marca (piątek)
            Zanim się uspokoiłam i wreszcie wstałam, minęło pół godziny. Poszłam  wziąć szybki prysznic i ubrałam się w ciuchy, które leżały na wierzchu. Odetchnęłam jeszcze głęboko trzy razy i poszłam do szkoły.
Byłam roztrzęsiona i zdenerwowana. Nie mogła na niczym skupić myśli. Podeszłam do szafki, wyciągnęłam podręcznik i zeszyt do matmy, po czym skierowałam się do klasy. Gdy stanęłam w drzwiach, obok mnie pojawił się Solis.
   - Hej
   - Cześć – odpowiedziałam nie patrząc na niego.
   - Wszystko gra? Wyglądasz na spanikowaną. – spytał przyglądając się mi.
   - Denerwuje się kartkówką – skłamałam. Na całe szczęście uwierzył i o nic więcej nie pytał.
Rozległ się dzwonek i wszyscy zajęli swoje miejsca, a po chwili wszedł nauczyciel prosząc byśmy wyjęli karteczki. Jestem kiepska z pierwiastków, ale i tak nie mogłam się skupić, więc na jedno wychodzi: pałę mam murowaną. Następny był anielski, potem wiedza o społeczeństwie ludzi. Po WOSL, moja ulubiona lekcja – muzyka. Uwielbiam śpiewać i jestem w tym dobra, ale zawsze robię to cicho i z innymi. Solo nigdy bym się nie odważyła. Gdy zaśpiewaliśmy kilka piosenek to zazwyczaj do końca lekcji mieliśmy czas dla siebie.
   - Jak Ci idą poszukiwania? – aż podskoczyłam, gdy usłyszałam za sobą Solisa – Wybacz. – odparł śmiejąc się.
   - Beznadziejnie. Nie mam pojęcia, gdzie go szukać. – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
   - Bardzo możliwe, że ktoś go już znalazł i sobie przywłaszczył. – w jego głosie słyszałam, że nie chciał tego mówić.
   - Jeśli tak, to nigdy go nie odzyskam. – odparłam, a oczy zapiekły mnie od łez, ale udało mi się je powstrzymać. Mimo wszystko byliśmy w klasie, a ja nie chciałam płakać przy wszystkich. Zresztą przy nim też nie.
   - Niekoniecznie.
   - Co masz na myśli?
   - Dzisiaj jest dyskoteka. Dla dziewczyn to idealna okazja, żeby pochwalić się nowymi ciuchami, czy dodatkami. – oznajmił. Widać było, że nie rozumie dlaczego tak jest. – Jeśli rzeczywiście jakaś dziewczyna przywłaszczyła sobie twój naszyjnik, to możliwe, że dziś go założy.
   - Brzmi logicznie, ale tylko z jednej strony. – powiedziałam pesymistycznie.
   - To jest jakaś druga strona? – spytał zdziwiony.
   - Kto jest na tyle głupi, aby do miejsca, gdzie będzie tyle osób, zakładać skradziony naszyjnik?
   - Istnieje taka jedna zasada: „Znalezione, nie kradzione”. – powiedział z uśmiechem.
   - Nie jest ona dla mnie zbyt korzystna.
   - Nie mówię, że to prawda. – przewrócił oczami – Ale większość osób tak właśnie postrzega tego typu sytuację. – odparł pewny tego co mówi, a to sprawiło, że zaczynałam się przychylać do jego pomysłu. – Więc, przyjdziesz dzisiaj na dyskotekę?
No tak, żeby przyłapać złodzieja to ktoś musi tam iść. Liczyłam, że Solis sam się po prostu rozejrzy. I tak tam idzie, jednak nie chciałam go o nic prosić. Już wystarczająco nie podobało mi się, że pomaga mi w odzyskaniu wisiorka. Wciąż nie jestem w stanie mu zaufać i nie potrafię uznać go za kolegę. Chyba nadal trochę widzę w nim wroga.
   - Ja mogę go zauważyć i nawet nie zdać sobie sprawy, że to twój naszyjnik. – ciągnął dalej, widząc moje niezdecydowanie – A jestem pewny, że ty jak tylko go zobaczysz to od razu go rozpoznasz.
Westchnęłam.
   - Chyba nie mam wyboru. Dobra, przyjdę. O której to się zaczyna?
   - O osiemnastej i trwa do jedenastej wieczorem. – odpowiedział dziwnie rozpromieniony.
Chwilę później zadzwonił dzwonek, a ja pognałam do sali od geografii. Na szczęście szybko mi minęła. Gorzej z następnymi, czyli latanie, biologia i edukacja dla bezpieczeństwa, które strasznie się dłużyły. Pani Stone dzisiaj coś wypadło, więc nie miałam MA, za co byłam bardzo wdzięczna.
Po edb, poszłam do pokoju. Była już szesnasta. Do imprezy zostały dwie godziny. Strasznie się denerwuję. Nie lubię przebywać w miejscach, gdzie jest tak dużo osób. To jest okropne. Czuję się jak bym była w klatce. Po za tym nie mam pojęcia jak się powinnam ubrać. Nawet nie wiem, czy mam takie ubranie. Chyba nigdy nie byłam na żadnej imprezie. To będzie katastrofa.
Podeszłam do szafy i przejrzałam wszystkie ciuchy. Nadal nie miałam zielonego pojęcia w co się ubrać,  więc postanowiłam skupić się  na praktyczności. Będzie tam dużo ludzi, a do tego jest dość duszno, więc powinnam założyć coś luźnego. Nie chcę się też zbytnio wyróżniać. Będzie tam ciemno to ubranie też takie założę. I byłoby dobrze, żeby było wygodne.
Ostatecznie założyłam luźną i cienką czarną bluzkę bez rękawów z koronką, a do tego dżinsowe rybaczki ¾. Na nogi założyłam czarne tenisówki za kostkę. Podeszłam do lustra i przyjrzałam się sobie. Moim zdaniem nie było tak źle. Przez chwilę pomyślałam, że mój naszyjnik świetnie pasowałby do tego stroju. Miałam nadzieję go dzisiaj odzyskać. Z makijażu zrezygnowałam. To już by była przesada. Wystarczająco się namęczyłam nad strojem. Nie miałam zamiaru się jeszcze wkurzać podczas robienia makijażu.
Nim się spostrzegłam była już osiemnasta. A zanim tam doszłam i zebrałam się na odwagę, żeby wejść… minęła osiemnasta trzydzieści.
Przy wejściu dali mi ankietę, na której trzeba było podać ulubione zajęcie, książkę i film, coś co wychodzi nam najlepiej, nasze zainteresowania oraz jaką muzykę lubimy. Ja najbardziej lubię czytać, moja ulubiona książka to „Anioł” autorstwa Dorotea de Spirito. Nie mam ulubionego filmu, tak samo jak gatunku muzyki. Jednak nie lubię, gdy piosenka to tylko potok bezsensownych słów. Moim zdaniem powinna o czymś opowiadać. Najlepiej mi wychodzi rysowanie i można powiedzieć, że to jest moje hobby. Ankietę mieliśmy oddać przed wejściem do Sali, a w zamian dostałam przypinkę z numerem 82.
Weszłam do Sali i na chwilę przestałam oddychać, jednak szybko się opamiętałam i poszłam poszukać jakiegoś kąta, skąd mogłabym przyjrzeć się innym, nie zwracając niczyjej uwagi.
W środku było pełno aniołów. Niektórzy nie mieli schowanych skrzydeł, a nawet znaleźli się tacy, co tańczyli w powietrzu. Muzyka grała głośno i nie potrafiłam wychwycić żadnego słowa. Czułam jak trzęsła się podłoga pod wpływem decybeli. Wszyscy, jeśli nie tańczyli, próbowali rozmawiać przekrzykując muzykę lub stali przy bufecie i się obżerali. Po pięciu minutach mogłam już z całą pewnością stwierdzić, że to nie są moje klimaty.
Wzrokiem przesuwałam po każdej szyi w zasięgu, szukając wisiorka. Na razie nic nie znalazłam, ale tu było tyle osób, że będę musiała chyba stanąć w każdym miejscu, by sprawdzić wszystkich. Niezbyt podobała mi się ta perspektywa.
   - Wszyscy dobrze się bawią?! – zagrzmiał głos z wielkich głośników, na który wszyscy wydali radosne okrzyki – Świetnie! Przypominam, by każdy pilnował swojego numerka! Na razie konsolę i głos oddaję Chrisowi, ale pod koniec imprezy będę miał coś do powiedzenia, więc proszę, by wszyscy wyczekiwali tego momentu. Zapewniam was, że będzie ciekawie! – Przez te tłumy nie widziałam, kto to mówił, ale wydaje mi się, że skądś znam ten głos. To był chyba Cahil.
Ciekawe co miał na myśli, mówiąc, że będzie ciekawie. Dowiem się w swoim czasie. No chyba, że wcześniej znajdę swój naszyjnik.
Przez cały wieczór chodziłam po Sali i przyglądałam się wszystkim. Zanim się spostrzegłam zrobiło się wpół do jedenastej. Nie natknęłam się na Solisa, więc nie wiedziałam, czy on coś znalazł. Byłam akurat pod sceną, gdy wszedł na nią  Cahil z mikrofonem.
   - Dobra, wszyscy cierpliwie czekali za co jestem wdzięczny. Serio, wielkie dzięki. – na chwilę przerwał by fala okrzyków ucichła – Teraz prosiłbym o ogromne oklaski dla Cassidy, która przeanalizowała wasze ankiety…
   - I jak? – spytał Solis podając mi kubek z sokiem
   - Nic nie znalazłam! Niepotrzebnie tylko przyszłam! – żachnęłam się i wypiłam spory łyk.
   - Przykro mi. Serio myślałem, że jakaś dziewczyna może go założy. – odpowiedział, a w jego głosie było słychać współczucie. – Co teraz zrobisz?
   - Pójdę do wu… dyrektora i poproszę by nadał komunikat przez radiowęzeł.
   - Kiedy na to wpadłaś?
   - Już jakiś czas temu.
   - To dlaczego od razu tego nie zrobiłaś? – spytał zdziwiony – Możliwe, że już byś go miała.
   - Nieważne. – odparłam, dając mu do zrozumienia, by nie drążył tematu.
   - Dobrze, a teraz popatrzcie za siebie! – rozkazał Cahil.
Wszyscy odwrócili się do tyłu. Na ścianie wisiał bardzo długi kawałek papieru, na którym były dwa rzędy numerków.
   - Na dzisiejszą imprezę przyszło trzysta sześćdziesiąt osiem aniołów. Na tej kartce są napisane dwa wiersze numerków. Jedna kolumna zawiera dwie cyfry. Te cyfry stanowią parę. – tłumaczył Cahil przez mikrofon – Niech każdy znajdzie osobę z numerkiem dopasowaną do swojego.
   - Co?! – zawołałam zaskoczona.
Nie miałam o tym pojęcia. Znając tego typu zabawy, będę musiała zatańczyć z osobą z numerem 13, bo ten został dopasowany do mojego.
   - Który masz numerek? – spytał Solis.
   - 82.
   - Ja mam 53. – oznajmił, a mi się wydawało, że w jego głosie brzmiało rozczarowanie.
   - Solis, który masz numer? – spytała jedna z dziewczyn, które za nim stały. Wśród nich zobaczyłam Jessicę i Minę
   - 53. – odparł bez entuzjazmu.
   - Aaaa, to mój!!! – nagle zapiszczała inna.
   - A ty, Luni? Jakiego numerka szukasz? – wiedziałam, że nazywa mnie tak by mnie zdenerwować.
   - 13.
   - Że co?! – wykrzyknęła zaskoczona i wkurzona.
   - Jess, czy to przypadkiem nie twój numerek? – spytała niepewnie Mina.
   - Nie wierzę! – prychnęła.
Ja również nie byłam zachwycona, a nawet więcej. Byłam ostro wkurzona. Dlaczego akurat ona?
   - Dobra, aniołki! – na scenę znów wyszedł Cahil – Jak zauważyliście, nie każda para jest damsko-męska. Niestety, ale musicie to przeboleć. Ta piosenka będzie ostatnia i polecenia dyrektora brzmi: „  Niech każdy ostatni taniec zatańczy z dobranym numerkiem”. Więc, przykro mi, ale musicie to zrobić. – oznajmił, a po jego oczach było widać, że od początku to planował.
Wszyscy zaczęli się ustawiać ze swoimi partnerami lub partnerkami. Ja musiałam zatańczyć z Jessicą. Muzyka ruszyła, a my razem z nią. Jedno trzeba przyznać, to była najpiękniejsza piosenka jaką puszczono podczas tego wieczoru. „Keep on dancing” Racher Bearer. Gdyby tylko Jessica nie deptała mnie, z premedytacją, co dziesięć sekund.
   - Au, możesz trochę bardziej uważać? – pożaliłam się za piątym razem.
   - Wybacz Luni, jednak zawsze dotrzymuję obietnic. – odparła z szatańskim uśmieszkiem.
   - O co Ci znowu chodzi? – spytałam zrezygnowana.
   - Nie pamiętasz naszej rozmowy w stołówce?
   - Owszem, pamiętam.
   - I…? Jak widzę nie odczepiłaś się od Solisa. – powiedziała z wzrokiem, którym mogłaby zabić.
   - Już Ci mówiłam, że my się nawet nie kolegujemy.
   - Ja widzę co innego! – powiedziała głosem nie przyjmującym sprzeciwu.
   - Powtarzam,… - zaczęłam próbując ją przekonać.
   - Posłuchaj co ja mam do powiedzenia. – przerwała mi – Masz się nawet nie odzywać do Solisa. Albo przyjmiesz to do wiadomości, albo możesz już nigdy nie znaleźć zguby.
   - Co?! – stanęłam jak wryta.
   - To co słyszysz. – odparła z przebiegłym i pewnym siebie uśmiechem – Jakieś dwa tygodnie temu, w drodze do biblioteki, na ziemi leżał kiczowaty naszyjnik w kształcie księżyca. Dla mnie totalne paskudztwo. Ale pomyślałam, że dla kogoś innego jest ważny. Wiesz, gdybym znalazła właściciela i oddała mu zgubę to wszyscy w szkole dowiedzieliby się o tym. Nieźle wpłynęłoby to na moją reputację, nieprawdaż?
   - To tylko kawałek metalu. Nikt nie zwróciłby uwagi na coś takiego. – próbowałam ją przekonać, bo miałam nadzieję, że mi go odda nie żądając niczego w zamian.
   - Gdybyś to była ty, to pewnie tak, ale ja… - była zbyt pewna siebie. Miałam wielką ochotę ją trzasnąć. – Po za tym właściciel miałby wobec mnie dług co mogłoby być przydatne. Jednak, gdy Solis mnie spytał czy nie widział twojego naszyjnika, postanowiłam zmienić plany.
   - Ten wisiorek jest mój. To co robisz to nic innego jak szantaż i kradzież. Jesteś aniołem, a zachowujesz się jak demon!
   - Luni, uważaj na słowa. – powiedziała łagodnie, ale w oczach miała sztylety – Możesz już nigdy nie zobaczyć swojego łańcuszka – nie odpowiedziałam i pozwoliłam jej kontynuować – Jednak, jeśli zaczniesz ignorować Solisa, to kto wie? Rzecz jasna w trybie natychmiastowym ,a jak już bym Ci go oddała to nie będziesz mogła mu podziękować. Pasuje Ci to?
Solisa i tak prawie ignorowałam, więc to nie było nie wiadomo co. Przynajmniej dla mnie. Jednak źle będę się czuła, nie mogąc mu podziękować. Mimo wszystko mi pomógł. I tylko dzięki temu, że mnie namówił na przyjście tutaj, wiedziałam już, gdzie jest naszyjnik. Ale  nie mam szczególnie wyboru. Muszę go odzyskać za wszelką  cenę.
   - Niech będzie. – powiedziałam po chwili milczenia.
   - Cudownie. – odpowiedziała z tryumfalnym uśmiechem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz