Pamiętnik Luny, 27 marca
(czwartek)
Od zniknięcia naszyjnika minęły już
prawie dwa tygodnie. Pokój, szafkę i wszystkie inne miejsca, w których mogłam
go zostawić, przeszukałam, chyba z dziesięć razy. Nie było po nim najmniejszego
śladu. Moja cierpliwość była na wykończeniu i miałam ogromną ochotę się poddać. Ale za każdym razem, gdy
pomyślałam o mamie i o tym, że więcej go nie zobaczę, nie potrafiłam sobie
odpuścić, a łzy same zaczynały spływać mi po policzkach.
Solis podobno pytał wszystkich
znajomych, czy nie znaleźli naszyjnika w kształcie księżyca, jednak w niczym to
nie pomogło. Jeśli nie znajdę go do końca tego tygodnia pójdę do wujka po radę.
Może poinformuje wszystkich przez szkolny radiowęzeł o poszukiwaniach wisiorka.
Jednak, gdy się dowie, że go zgubiłam, będzie bardzo rozczarowany i zły. Bałam
się mu powiedzieć.
Nie dość, że zgubiłam naszyjnik to
jeszcze wczoraj w ogóle nie spałam. Ból głowy rozsadzał mi czaszkę. Przez całą
noc nie mogłam sklecić nawet jednej myśli. Zwijałam się tylko na łóżku z bólu,
mocno trzymając za głowę. Mój organizm rozpaczliwie domagał się odpoczynku.
Jednak zamiast do pokoju się zdrzemnąć, poszłam
do stołówki po mocną kawę.
Usiadłam przy stoliku z gorącym
kubkiem w ręce, odchyliłam głowę na krześle i zamknęłam oczy. Czekałam, aż kofeina
zacznie działać rozbudzając zmysły. W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś za
mną stanął, ale nie chciało mi się otwierać oczu, więc się nie poruszyłam.
- Część, Luni – usłyszałam dziewczęcy głos.
Otworzyłam
oczy i zobaczyłam, jak Jessica i Mina dosiadają się do mnie.
- Macie do mnie jakąś sprawę? – spytałam, bo
ludzie jeśli mnie nie obgadywali to traktowali mnie jak powietrze. Właściwie
nigdy się nie zdarzało, żeby ktoś się do mnie dosiadał.
- W sumie nic ważnego, jednak zauważyłam, że
ostatnio Solis się koło ciebie dość często kręci. – na ustach miała przyjazny
uśmiech, jednak w głosie brzmiał gniew.
- Coś sugerujesz?
- Skąd. Chcę się tylko upewnić, że dobrze
znasz swoje miejsce.
- To znaczy? – spytałam nie rozumiejąc.
- To znaczy, że masz się trzymać od niego z
daleka. – wysyczała wściekle – Nie wiem co mu nagadałaś, ale zapewniam Cię, że
odzywa się do Ciebie tylko z litości. Należy do szlachty i nie ma możliwości by
zainteresował się takim odszczepieńcem jak ty.
- Ja i Solis?! – podniosłam głos, nie
wierząc w to co słyszę – Wszystko Ci się poplątało. Ani ja nie podobam się
Solisowi, ani on mnie. – odparłam ledwo powstrzymując śmiech. Jak ktoś mógł w
ogóle o tym pomyśleć? My się nawet nie lubiliśmy. Jestem pewna, że pomagał mi
tylko dla zabicia czasu.
- Ani przez chwilę, Luni, nie przeszło mi
przez myśl, by Solis mógł się w tobie zakochać - powiedziała śmiejąc się, jakby
nigdy wcześniej nie słyszała niczego równie niedorzecznego.
- Więc po co tu przyszłaś?
- By mieć pewność, że nie wyobrażasz sobie
za wiele. Luni.
- Po pierwsze przestać mnie tak nazywać. Mam
na imię Luna, a nie Luni. – powiedziałam ostrzej – A po drugie, możesz mieć
pewność, że nie jestem zainteresowana Solisem.
- I niech tak zostanie. – w jej głosie
słychać było groźbę, a mnie przeszedł po plecach zimny dreszcz.
- Właśnie – odparła gwałtownie Mina, która
przez cały czas milczała i tylko przytakiwała głową, gdy Jessica coś mówiła.
Wstały i
odeszły.
Dokończyłam
kawę i wróciłam do pokoju dalej śpiąca. Przemyłam twarz zimną wodą i poszłam do
biblioteki poszukać naszyjnika. Możliwe, że w którymś momencie rzemyk się
przetarł, a wisiorek spadł na podłogę. Często chodziłam oddawać i wypożyczać
książki, więc postanowiłam się tam rozejrzeć.
Zajrzałam
pod każdy regał i sprawdziłam na każdej półce, a także przekartkowałam książki,
które ostatnio oddałam. Nie znalazłam tego czego szukałam.
Zrezygnowana
wróciłam do pokoju koło dziewiętnastej. Po nieprzespanej nocy i męczących
poszukiwaniach, słaniałam się na nogach, mimo wczesnej godziny. Skapitulowałam
i się położyłam. Gdy byłam już bliska zaśnięcia, usłyszałam w głowie cichy
szum. Nie otwierałam oczu, myśląc, że zaraz przejdzie, a ja pogrążę się we
śnie. Nie minęła minuta, a moją głowę przeszył ostry ból. Tak mnie zaskoczył,
że chcąc przewrócić się na drugi bok spadłam z łóżka i kuliłam się na podłodze.
- Luna… - usłyszałam szept, po czym
straciłam przytomność.
Nie wiem jak
długo byłam nieprzytomna, jednak gdy się obudziłam było już jasno. Powoli
wstałam z podłogi, rozejrzałam się po pokoju, a potem spojrzałam na zegarek.
Była siódma rano, za godzinę zaczynają się zajęcia. Spróbowałam wstać, jednak
zakręciło mi się w głowie i z powrotem opadłam na kolana. Przez jakiś czas
siedziałam i myślałam o moim śnie. Po chwili z moich oczu popłynęły łzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz