niedziela, 29 marca 2015

Rozdział V

Pamiętnik Luny, 27 marca (czwartek)
            Od zniknięcia naszyjnika minęły już prawie dwa tygodnie. Pokój, szafkę i wszystkie inne miejsca, w których mogłam go zostawić, przeszukałam, chyba z dziesięć razy. Nie było po nim najmniejszego śladu. Moja cierpliwość była na wykończeniu i miałam ogromną ochotę  się poddać. Ale za każdym razem, gdy pomyślałam o mamie i o tym, że więcej go nie zobaczę, nie potrafiłam sobie odpuścić, a łzy same zaczynały spływać mi po policzkach.
            Solis podobno pytał wszystkich znajomych, czy nie znaleźli naszyjnika w kształcie księżyca, jednak w niczym to nie pomogło. Jeśli nie znajdę go do końca tego tygodnia pójdę do wujka po radę. Może poinformuje wszystkich przez szkolny radiowęzeł o poszukiwaniach wisiorka. Jednak, gdy się dowie, że go zgubiłam, będzie bardzo rozczarowany i zły. Bałam się mu powiedzieć.
            Nie dość, że zgubiłam naszyjnik to jeszcze wczoraj w ogóle nie spałam. Ból głowy rozsadzał mi czaszkę. Przez całą noc nie mogłam sklecić nawet jednej myśli. Zwijałam się tylko na łóżku z bólu, mocno trzymając za głowę. Mój organizm rozpaczliwie domagał się odpoczynku. Jednak zamiast do pokoju się zdrzemnąć, poszłam  do stołówki po mocną kawę.
            Usiadłam przy stoliku z gorącym kubkiem w ręce, odchyliłam głowę na krześle i zamknęłam oczy. Czekałam, aż kofeina zacznie działać rozbudzając zmysły. W pewnym momencie usłyszałam, że ktoś za mną stanął, ale nie chciało mi się otwierać oczu, więc się nie poruszyłam.
   - Część, Luni – usłyszałam dziewczęcy głos.
Otworzyłam oczy i zobaczyłam, jak Jessica i Mina dosiadają się do mnie.
   - Macie do mnie jakąś sprawę? – spytałam, bo ludzie jeśli mnie nie obgadywali to traktowali mnie jak powietrze. Właściwie nigdy się nie zdarzało, żeby ktoś się do mnie dosiadał.
   - W sumie nic ważnego, jednak zauważyłam, że ostatnio Solis się koło ciebie dość często kręci. – na ustach miała przyjazny uśmiech, jednak w głosie brzmiał gniew.
   - Coś sugerujesz?
   - Skąd. Chcę się tylko upewnić, że dobrze znasz swoje miejsce.
   - To znaczy? – spytałam nie rozumiejąc.
   - To znaczy, że masz się trzymać od niego z daleka. – wysyczała wściekle – Nie wiem co mu nagadałaś, ale zapewniam Cię, że odzywa się do Ciebie tylko z litości. Należy do szlachty i nie ma możliwości by zainteresował się takim odszczepieńcem jak ty.
   - Ja i Solis?! – podniosłam głos, nie wierząc w to co słyszę – Wszystko Ci się poplątało. Ani ja nie podobam się Solisowi, ani on mnie. – odparłam ledwo powstrzymując śmiech. Jak ktoś mógł w ogóle o tym pomyśleć? My się nawet nie lubiliśmy. Jestem pewna, że pomagał mi tylko dla zabicia czasu.
   - Ani przez chwilę, Luni, nie przeszło mi przez myśl, by Solis mógł się w tobie zakochać - powiedziała śmiejąc się, jakby nigdy wcześniej nie słyszała niczego równie niedorzecznego.
   - Więc po co tu przyszłaś?
   - By mieć pewność, że nie wyobrażasz sobie za wiele. Luni.
   - Po pierwsze przestać mnie tak nazywać. Mam na imię Luna, a nie Luni. – powiedziałam ostrzej – A po drugie, możesz mieć pewność, że nie jestem zainteresowana Solisem.
   - I niech tak zostanie. – w jej głosie słychać było groźbę, a mnie przeszedł po plecach zimny dreszcz.
   - Właśnie – odparła gwałtownie Mina, która przez cały czas milczała i tylko przytakiwała głową, gdy Jessica coś mówiła.
Wstały i odeszły.
Dokończyłam kawę i wróciłam do pokoju dalej śpiąca. Przemyłam twarz zimną wodą i poszłam do biblioteki poszukać naszyjnika. Możliwe, że w którymś momencie rzemyk się przetarł, a wisiorek spadł na podłogę. Często chodziłam oddawać i wypożyczać książki, więc postanowiłam się tam rozejrzeć.
Zajrzałam pod każdy regał i sprawdziłam na każdej półce, a także przekartkowałam książki, które ostatnio oddałam. Nie znalazłam tego czego szukałam.
Zrezygnowana wróciłam do pokoju koło dziewiętnastej. Po nieprzespanej nocy i męczących poszukiwaniach, słaniałam się na nogach, mimo wczesnej godziny. Skapitulowałam i się położyłam. Gdy byłam już bliska zaśnięcia, usłyszałam w głowie cichy szum. Nie otwierałam oczu, myśląc, że zaraz przejdzie, a ja pogrążę się we śnie. Nie minęła minuta, a moją głowę przeszył ostry ból. Tak mnie zaskoczył, że chcąc przewrócić się na drugi bok spadłam z łóżka i kuliłam się na podłodze.
   - Luna… - usłyszałam szept, po czym straciłam przytomność.


Nie wiem jak długo byłam nieprzytomna, jednak gdy się obudziłam było już jasno. Powoli wstałam z podłogi, rozejrzałam się po pokoju, a potem spojrzałam na zegarek. Była siódma rano, za godzinę zaczynają się zajęcia. Spróbowałam wstać, jednak zakręciło mi się w głowie i z powrotem opadłam na kolana. Przez jakiś czas siedziałam i myślałam o moim śnie. Po chwili z moich oczu popłynęły łzy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz