Dziennik Solisa, 24 marca
(poniedziałek)
- W przyszłości będziecie strzec ludzi. To
jest zadanie każdego anioła. Jednak nie musicie używać wszyscy jednakowych
metod. Każdy z was powinien działać tak jak mu wygodnie. Niektórzy kierują
ludzi na dobrą ścieżkę, rozmawiając z nimi pod postacią człowieka. Ale inni na
przykład wolą kreować różne zdarzenia, które mają wpłynąć na ludzi i ich wybory
czy sposób myślenia.
Lekcje magii
anielskiej są codziennie na ostatniej lekcji. Raz w miesiącu zamiast uczyć się
korzystania z magii, profesor Kadoriusz przeprowadza lekcję na temat naszej
przyszłej roli: strażników ludzi. Lekcję są trochę nudne, bo większość rzeczy
już wiemy. W końcu to najważniejsze zadanie każdego anioła, więc uczymy się
tego od urodzenia. Ale mają jedną zaletę. Są to jedyne lekcje MA, które Luna ma
z całą klasą. W dodatku siedzę tuż za nią, więc często obserwuje przez jej
ramię jak rysuje różne rzeczy w zeszycie. Nigdy na tych lekcjach nie słucha.
Dzisiaj szkicowała jakąś anielice, ale nigdy jej nie widziałem. Na rysunku
miała miły uśmiech, a jej oczy wydawały się ciepłe. Była otoczona roślinami.
Trzeba przyznać, że Luna ma prawdziwy talent do rysowania. Jej rysunki
wyglądają jak żywe.
- Chciałbym, aby każdy z was napisał referat o tym, jak chciałby chronić ludzi. Macie w nim zawrzeć metody działania i uzasadnić, dlaczego byście zrobili tak, a nie inaczej. Musicie też podać co najmniej trzy przykłady. Macie czas do dziesiątego kwietnia. Dziękuje, to wszystko na dziś. Możecie iść.
- Wreszcie skończył! – odetchnął z ulgą
Cahil siedzący obok mnie – Gada, gada, gada i gada i skończyć nie może. –
narzekał gestykulując bardziej niż to konieczne – Padam z nóg, mimo że siedzę.
- Właśnie widzę – odpowiedziałem śmiejąc
się.
- Stary, przez całą lekcję gapiłeś się na
Lunę.
- Chyba trochę przesadzasz.
- Nie, serio. Słyszałeś chociaż jak mówił,
że mamy napisać referat?
- Tak, słyszałem. Lepiej powiedz co z
imprezą? – żachnąłem się.
- Już wszystko ustalone. Trzeba teraz
jeszcze zorganizować dekorację, jedzenie i zrobić ankiety.
- Czyli przed tobą jeszcze kupa roboty. Masz
już kogoś, kto się zajmie muzyką?
- Tak, Chris powiedział, że to zrobi. Jak mu
się znudzi to ja go zmienię. A propos imprezy – zaprosiłeś już Lunę?
- Nie – odpowiedziałem zmieszany nagłą
zmianą tematu.
- Dlaczego? – spytał, jakby to nie było
oczywiste
- Bo wiem, że odmówi – odpowiedziałem
zrezygnowany – Tak w ogóle to od kilku dni dziwnie się zachowuje.
- Serio?
- Tak. Nie mówię tutaj o magii anielskiej,
ale zazwyczaj na lekcjach słucha uważnie co nauczyciele nam tłumaczą. Z kolei
teraz myślami jest gdzieś w kosmosie.
- Może się zako…
- Nawet nie kończ! – warknąłem ostro.
- Przecież żartuję – powiedział łagodnie – A
co byś zrobił gdyby była to prawda?
Nie
odpowiedziałem. Jednak to dobre pytanie. Co bym zrobił, gdyby Luna zaczęła
chodzić z jakimś chłopakiem? Poddałbym się? Nie. Na pewno nie! Zaraz jej powiem,
żeby przyszła na dyskotekę. Nie musi tam iść ze mną, ale chcę, żeby chociaż
przyszła.
- Idę jej poszukać – powiedziałem do Cahila
i wyszedłem na korytarz.
Skierowałem
się do jej szafki. Lekcję się właśnie skończyły, więc teraz pewnie chowa do
niej książki i zeszyty. Po chwili zobaczyłem Lunę jak przetrząsa swoją szafkę.
- Cześć.
- Cześć – odpowiedziała oschle, a po chwili
dostrzegłem, że jest bliska płaczu.
- Luna, coś się stało? – spytałem
zaniepokojony.
- Nic.
- Myślisz, że w to uwierzę, widząc, że
płaczesz? – odparłem, gdy po policzku słynęła jej łza, którą szybko otarła.
- Solis, naprawdę cię proszę, chociaż
dzisiaj daj mi spokój – poprosiła błagalnym tonem.
- Pytam serio. Nie mam zamiaru Ci dokuczać,
ani się z tobą droczyć – zapewniłem. Milczała, więc ciągnąłem dalej – No to o co chodzi?
- Zgubiłam mój naszyjnik – odparła łamiącym
się głosem.
- Naszyjnik…? Ten w kształcie księżyca? – zmieszałem się odrobinę. Rzeczywiście od kilku dni go nie nosiła, jednak nie zwróciło to mojej szczególnej uwagi.
- Tak. Jest dla mnie ważny, bo to moja
najcenniejsza pamiątka po mamie.
Zaskoczyła mnie tym wyznaniem. Tym bardziej, że powiedziała o tym MNIE. W końcu za mną nie przepada, a to i tak delikatnie powiedziane.
Ten naszyjnik naprawdę musi być dla niej ważny, skoro jego utrata doprowadziła
ją do takiego stanu. Miała czerwone, podpuchnięte oczy. Obserwowałem ją przez chwilę w milczeniu, gdy starała się powstrzymać łzy. Na pewno już wylała ich całe jezioro. Nie mogłem jej tak zostawić.
- Jak wygląda? – spytałem, gdy wróciła do
przetrząsania szafki.
- Zwykły kawałek metalu w kształcie
księżyca.
- Nie jest zwykły. Sądząc po twojej reakcji
jest dla Ciebie cenniejszy niż cokolwiek innego. – popatrzyła na mnie
zaskoczona, nie spodziewając się pewnie, że to powiem – Pomogę Ci szukać.
Narysujesz mi go?
Patrzyła na
mnie nieufnie przez chwilę po czym wyrwała kartkę z zeszyty i szybko naszkicowała wisiorek.
- Dziękuję – powiedziała cicho, gdy podawała
mi kartkę.Uśmiechnąłem się łagodnie w odpowiedzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz