sobota, 28 marca 2015

Rozdział IV

Dziennik Solisa, 24 marca (poniedziałek)
   - W przyszłości będziecie strzec ludzi. To jest zadanie każdego anioła. Jednak nie musicie używać wszyscy jednakowych metod. Każdy z was powinien działać tak jak mu wygodnie. Niektórzy kierują ludzi na dobrą ścieżkę, rozmawiając z nimi pod postacią człowieka. Ale inni na przykład wolą kreować różne zdarzenia, które mają wpłynąć na ludzi i ich wybory czy sposób myślenia.
Lekcje magii anielskiej są codziennie na ostatniej lekcji. Raz w miesiącu zamiast uczyć się korzystania z magii, profesor Kadoriusz przeprowadza lekcję na temat naszej przyszłej roli: strażników ludzi. Lekcję są trochę nudne, bo większość rzeczy już wiemy. W końcu to najważniejsze zadanie każdego anioła, więc uczymy się tego od urodzenia. Ale mają jedną zaletę. Są to jedyne lekcje MA, które Luna ma z całą klasą. W dodatku siedzę tuż za nią, więc często obserwuje przez jej ramię jak rysuje różne rzeczy w zeszycie. Nigdy na tych lekcjach nie słucha. Dzisiaj szkicowała jakąś anielice, ale nigdy jej nie widziałem. Na rysunku miała miły uśmiech, a jej oczy wydawały się ciepłe. Była otoczona roślinami. Trzeba przyznać, że Luna ma prawdziwy talent do rysowania. Jej rysunki wyglądają  jak żywe.

   - Chciałbym, aby każdy z was napisał referat o tym, jak chciałby chronić ludzi. Macie w nim zawrzeć metody działania i uzasadnić, dlaczego byście zrobili tak, a nie inaczej. Musicie też podać co najmniej trzy przykłady. Macie czas do dziesiątego kwietnia. Dziękuje, to wszystko na dziś. Możecie iść.
   - Wreszcie skończył! – odetchnął z ulgą Cahil siedzący obok mnie – Gada, gada, gada i gada i skończyć nie może. – narzekał gestykulując bardziej niż to konieczne – Padam z nóg, mimo że siedzę.
   - Właśnie widzę – odpowiedziałem śmiejąc się.
   - Stary, przez całą lekcję gapiłeś się na Lunę.
   - Chyba trochę przesadzasz.
   - Nie, serio. Słyszałeś chociaż jak mówił, że mamy napisać referat?
   - Tak, słyszałem. Lepiej powiedz co z imprezą? – żachnąłem się.
   - Już wszystko ustalone. Trzeba teraz jeszcze zorganizować dekorację, jedzenie i zrobić ankiety.
   - Czyli przed tobą jeszcze kupa roboty. Masz już kogoś, kto się zajmie muzyką?
   - Tak, Chris powiedział, że to zrobi. Jak mu się znudzi to ja go zmienię. A propos imprezy – zaprosiłeś już Lunę?
   - Nie – odpowiedziałem zmieszany nagłą zmianą tematu.
   - Dlaczego? – spytał, jakby to nie było oczywiste
   - Bo wiem, że odmówi – odpowiedziałem zrezygnowany – Tak w ogóle to od kilku dni dziwnie się zachowuje.
   - Serio?
   - Tak. Nie mówię tutaj o magii anielskiej, ale zazwyczaj na lekcjach słucha uważnie co nauczyciele nam tłumaczą. Z kolei teraz myślami jest gdzieś w kosmosie.
   - Może się zako…
   - Nawet nie kończ! – warknąłem ostro.
   - Przecież żartuję – powiedział łagodnie – A co byś zrobił gdyby była to prawda?
Nie odpowiedziałem. Jednak to dobre pytanie. Co bym zrobił, gdyby Luna zaczęła chodzić z jakimś chłopakiem? Poddałbym się? Nie. Na pewno nie! Zaraz jej powiem, żeby przyszła na dyskotekę. Nie musi tam iść ze mną, ale chcę, żeby chociaż przyszła.
   - Idę jej poszukać – powiedziałem do Cahila i wyszedłem na korytarz.
Skierowałem się do jej szafki. Lekcję się właśnie skończyły, więc teraz pewnie chowa do niej książki i zeszyty. Po chwili zobaczyłem Lunę jak przetrząsa swoją szafkę.
   - Cześć.
   - Cześć – odpowiedziała oschle, a po chwili dostrzegłem, że jest bliska płaczu.
   - Luna, coś się stało? – spytałem zaniepokojony.
   - Nic.
   - Myślisz, że w to uwierzę, widząc, że płaczesz? – odparłem, gdy po policzku słynęła jej łza, którą szybko otarła.
   - Solis, naprawdę cię proszę, chociaż dzisiaj daj mi spokój – poprosiła błagalnym tonem.
   - Pytam serio. Nie mam zamiaru Ci dokuczać, ani się z tobą droczyć – zapewniłem. Milczała, więc ciągnąłem dalej – No to o co chodzi?
   - Zgubiłam mój naszyjnik – odparła łamiącym się głosem.
   - Naszyjnik…? Ten w kształcie księżyca? – zmieszałem się odrobinę. Rzeczywiście od kilku dni go nie nosiła, jednak nie zwróciło to mojej szczególnej uwagi.
   - Tak. Jest dla mnie ważny, bo to moja najcenniejsza pamiątka po mamie.
Zaskoczyła mnie tym wyznaniem. Tym bardziej, że powiedziała o tym MNIE. W końcu za mną nie przepada, a to i tak delikatnie powiedziane. Ten naszyjnik naprawdę musi być dla niej ważny, skoro jego utrata doprowadziła ją do takiego stanu. Miała czerwone, podpuchnięte oczy. Obserwowałem ją przez chwilę w milczeniu, gdy starała się powstrzymać łzy. Na pewno już wylała ich całe jezioro. Nie mogłem jej tak zostawić.
   - Jak wygląda? – spytałem, gdy wróciła do przetrząsania szafki.
   - Zwykły kawałek metalu w kształcie księżyca.
   - Nie jest zwykły. Sądząc po twojej reakcji jest dla Ciebie cenniejszy niż cokolwiek innego. – popatrzyła na mnie zaskoczona, nie spodziewając się pewnie, że to powiem – Pomogę Ci szukać. Narysujesz mi go?
Patrzyła na mnie nieufnie przez chwilę po czym wyrwała kartkę z zeszyty i szybko naszkicowała wisiorek.
   - Dziękuję – powiedziała cicho, gdy podawała mi kartkę.
Uśmiechnąłem się łagodnie w odpowiedzi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz