niedziela, 24 maja 2015

Rozdział XV

Pamiętnik Luny, 19 maja (poniedziałek)
Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Próbowałam się uspokoić, jednak nic to nie pomogło. Byłoby prościej, gdybym nie słyszała tego tłumu. Wyjrzałam za kotarę i od razu tego pożałowałam. Cała aula była pełna. Było głośno, tłoczno i gorąco, a ja za kilka minut miałam  wyjść na scenę
Wdech i wydech. Wdech i wydech.
   - Hej, wszystko gra? – odezwała się za mną Cassidy.
   - Tak – odpowiedziałam piskliwym tonem.
   - Spokojnie, wszystko będzie dobrze. – zaczęła mnie uspokajać – Wdech i wydech, wdech i wydech.
Jęknęłam wiedząc, że oddychanie nic nie pomoże.
   - Luna, zaraz wychodzimy. Przestań się trząść, bo przyniesiesz nam wstyd. – wtrącił się Domin, co sprawiło, że jeszcze bardziej zaczęłam panikować.
   - Domin. – Cassidy rzuciła mu ostrzegawcze spojrzenie. – Luna, nie przejmuj się tym snobem. Zobacz – wskazała na Solisa, stojącego przy butli z wodą – Solis też się denerwuje. Chcesz się napić trochę wody.
   - Lepiej nie. Zawsze, gdy coś piję przed tego typu sytuacjami to dostaję czkawki.

   - Serio? To może przynieść Ci soku, co? – wyszczerzyła zęby w łobuzerskim uśmiechu.
    - Cassidy! – chciałam ją kopnąć w kostkę, ale uskoczyła zanosząc się śmiechem na co i ja się roześmiałam.
   - Widzisz? Już jesteś spokojniejsza.
Rzeczywiście byłam. Mówi się, że śmiech jest lekarstwem na wszystko. Wychodzi na to, że na stres również. Z powrotem podeszłam do kotary, odetchnęłam głęboko i wyjrzałam na tłum. Nadal był wielki i głośny. Jak ja mam wystąpić przed tymi wszystkimi ludźmi?
   - Tak w ogóle to cudnie wyglądasz. – powiedziała Cassidy podchodząc do mnie. Miałam na sobie asymetryczną sukienkę na jednym ramiączku w prawie takim samym odcieniu błękitu jak moje oczy. Długi rzemyk od naszyjnika kiepsko wyglądał, więc obwiązałam go raz wokół szyi. Wtedy wisiorek wisiał zaraz nad dekoltem sukienki. Włosy spięłam nisko z prawej strony spinką z motylem. Pozwoliłam, by kilka luźnych kosmyków opadało z lewej. W dodatku końcówki mi się lekko podkręciły podczas spania. Poszłam spać z mokrą głową, bo prysznic w łazience był włączony, więc, gdy odkręciłam wodę, to strumień zmoczył mi włosy. Do tego miałam delikatne, białe sandałki na małym obcasie. Bez makijażu.
Spojrzałam na Cassidy. Miała rozpuszczone włosy i długą, zwiewną, czerwoną sukienkę. 
Do tego założyła czerwone sandałki na wysokim obcasie dodając sobie kilka centymetrów. Na nadgarstku miała bransoletkę z dużym czerwonym kwiatem. Zanim zaczęłam pomagać w przygotowaniach, nasza „szlachecka trójca” ustaliła, że wystąpimy w eleganckich strojach. Chłopacy, byli w czarnych smokingach, choć Cahil stwierdził, że chce trochę się powygłupiać. Dlatego on założył marynarkę  z  jaskółczym ogonem. Moim zdaniem wyglądał trochę jak lokaj.
   - Dzięki – odpowiedziałam – Ty też wyglądasz niesamowicie. – dodałam zgodnie z prawdą, na co odpowiedziała mi uśmiechem.
   - Chyba możemy zaczynać. – stwierdził Solis stając obok nas.
   - Wszyscy na scenę! Naprzód, marsz! – zawołał Cahil kierując się w stronę sceny krokiem defiladowym z wyprostowanym przed siebie ramieniem. Za nim poszedł Domin kręcąc z niezadowoleniem głową. Następna poszła Cassidy zanosząc się śmiechem, gdy Cahil zasalutował publiczności.
   - Teraz ty. – powiedział cicho Solis kładąc mi rękę na plecach. Dopiero teraz się zorientowałam, że jest moja kolej, a nie ruszyłam się z miejsca.
   - Przepraszam.
   - Wszystko będzie dobrze. – zapewnił mnie delikatnie się uśmiechając. Jego oczy miały pocieszycielski wyraz – Ja zaraz za tobą.
Trochę mnie to uspokoiło. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech i wypuściłam ze świstem powietrze. Moje nogi się wreszcie ruszyły i wyszłam na scenę. Zaraz za sobą czułam ciepło bijące od ciała Solisa. Miejsce na plecach, w którym mnie dotknął zaczęło mrowić. Zignorowałam to. A raczej kompletnie o tym zapomniałam, gdy stanęłam przed tym tłumem. Cała aula była wypełniona, a za otwartymi drzwiami gromadziły się jeszcze dziesiątki aniołów. Niektóre z nich unosiły się pod sufitem, albo zaglądały przez okna z zewnątrz.
Najpierw nasza piątka przywitała ludzi. Potem po kolei zaczęliśmy opisywać jak będzie przebiegał festiwal. Opowiadaliśmy (chociaż ja prawie się nie odzywałam), co będzie się działo podczas każdego dnia. Poinformowaliśmy, gdzie znajdują się punkty pomocy, informacje i miejsca, w których można coś zjeść, dodając, że wszystko będzie pokazane podczas oprowadzania. Za każdym razem, gdy kończyliśmy opisywać jakiś dzień, schodziliśmy ze sceny, a na nią  wchodziły jakieś  osoby mające coś pokazać. Tancerze, muzycy lub gimnastyczki. Różne występy i pokazy umiejętności, jak na jakimś konkursie talentów.
Przez cały czas czułam  na sobie zaintrygowane, przestraszone lub wrogie spojrzenia. Prawdopodobnie przez moje włosy. Podczas oprowadzania szłam na czele grupy opowiadając o szkole to co ćwiczyłam na próbach. Zapoznałam gości trochę z historią szkoły, pokazałam wszystkie ważne miejsca i koło siedemnastej zaprowadziłam z powrotem do auli. Podczas oprowadzania nikt nie zadawał mi specjalnie pytań, tylko wtedy, gdy naprawdę czegoś nie wiedzieli. Trzymali mnie na dystans.
Po tym jak wszystkie wycieczki wróciły do auli z powrotem nasza piątka wyszła na scenę i się pożegnała. Wszyscy się rozeszli, a ja odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na podłodze opierając się o scenę i wreszcie napiłam się wody. Rozmyślałam o dzisiejszym dniu. Nie było tak źle jak myślałam. Co prawda nie podoba mi się, tyle osób zraziło się do mnie przez kolor moich włosów, ale nikt nie obdarowywał mnie też niemiłymi komentarzami. W sumie ten dzień był nawet fajny.
Siedziałam tak z zamkniętymi oczami przez dłuższą chwilę. Byłam tak pogrążona w swoich myślach, że nie zdawałam sobie sprawy z obecności Solisa, dopóki się nie odezwał.
   - I jak było? – spytał. Otworzyłam oczy i okazało się, że siedzi po turecku obok mnie.
   - Nawet nieźle. – odparłam zgodnie z prawdą. – Choć czuję, że anioły za bardzo za mną nie przepadają.
Westchnął, ale nic nie odpowiedział. Zastanawiałam się o czym myśli. Po dłuższej chwili milczenia poczułam narastające skrępowanie. Zaczęłam w głowie szukać różnych tematów, by wypełnić ciszę, ale jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy. Na całe szczęście Solis nie miał takiej pustki w głowie.
   - Cahil nieźle się dzisiaj odstawił, co nie? – prychnął rozbawiony.
   - Wyglądał trochę jak służący. – odparłam chichocząc.
   - Hej! Ludziom się podobało! – zawołał nagle głos za nami, na który podskoczyłam zaskoczona. Na scenie stał Cahil udając oburzenie. – Przyciągałem uwagę. – dodał dumnie wypinając pierś.
   - O, tak! To na pewno. Choć nie wiem, czy powinieneś być z tego powodu dumny. – powiedział Solis próbując ukryć złośliwy uśmiech (co mu niezbyt dobrze mu wyszło)
   - Zawsze trzeba być z siebie dumnym, gdy przyciąga się wzrok. To znaczy, że ludzie Cię zauważają. – nie poddawał się Cahil z szerokim uśmiechem, a Solis wybuchł głośnym śmiechem.
   - O, nie! Dumna to może być Luna, bo wygląda przepięknie, ale ty zro… - urwał i zastygł w bezruchu. Czułam jak policzki zaczynają mi płonąć. Solis spojrzał na mnie. Zobaczyłam w jego oczach zakłopotanie równie wielkie jak moje, więc pospiesznie odwróciłam wzrok, wiedząc, że czerwienię się jeszcze bardziej. Odchrząknął i kontynuował – ale ty, zrobiłeś z siebie głupka.
Cahil przez chwilę się nie odzywał, ale wyglądał na lekko rozbawionego.
   - Po prostu kocham rozśmieszać ludzi. Taki mam już charakter. – powiedział w końcu. – Cassidy wymyśliła sobie, żebyśmy razem zjedli kolację i przedyskutowali otwarcie jutrzejszego dnia. Idziecie?
   - Uhm, już idę. – odpowiedziałam.
   - Taa, ja też. – odparł Solis wstając. Potem odwrócił się w moją stronę i podał mi rękę, nie patrząc na mnie.
   - Dzięki – podałam mu dłoń, a on pociągnął mnie w górę.
Cała nasza trójka skierowała się do stołówki, a mi w głowie przez cały czas dźwięczały słowa Solisa.
„Wygląda przepięknie”

1 komentarz:

  1. Blog rewelacyjny, w każdej wolnej chwili czytam go, myślami ciągle jestem przy nim :)
    Mimo iż to nie jest to mój ulubiony gatunek ten blog mnie wciągnął. Codziennie sprawdzam czy jest nowy rozdział i smutna jestem gdy go jeszcze nie ma :(
    Życzę weny i powodzenia w pisaniu bo serio świetnie ci to idzie aż ci pomału zazdroszczę ;)
    mi tak dobrze nie idzie :P
    Pati :D

    OdpowiedzUsuń