Pamiętnik Luny, 19 maja (poniedziałek)
Wdech i
wydech. Wdech i wydech.
Próbowałam
się uspokoić, jednak nic to nie pomogło. Byłoby prościej, gdybym nie słyszała
tego tłumu. Wyjrzałam za kotarę i od razu tego pożałowałam. Cała aula była
pełna. Było głośno, tłoczno i gorąco, a ja za kilka minut miałam wyjść na scenę
Wdech i
wydech. Wdech i wydech.
- Hej, wszystko gra? – odezwała się za mną
Cassidy.
- Tak – odpowiedziałam piskliwym tonem.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. –
zaczęła mnie uspokajać – Wdech i wydech, wdech i wydech.
Jęknęłam
wiedząc, że oddychanie nic nie pomoże.
- Luna, zaraz wychodzimy. Przestań się
trząść, bo przyniesiesz nam wstyd. – wtrącił się Domin, co sprawiło, że jeszcze
bardziej zaczęłam panikować.
- Domin. – Cassidy rzuciła mu ostrzegawcze
spojrzenie. – Luna, nie przejmuj się tym snobem. Zobacz – wskazała na Solisa, stojącego
przy butli z wodą – Solis też się denerwuje. Chcesz się napić trochę wody.
- Lepiej nie. Zawsze, gdy coś piję przed
tego typu sytuacjami to dostaję czkawki.
- Cassidy! – chciałam ją kopnąć w kostkę,
ale uskoczyła zanosząc się śmiechem na co i ja się roześmiałam.
- Widzisz? Już jesteś spokojniejsza.
Rzeczywiście
byłam. Mówi się, że śmiech jest lekarstwem na wszystko. Wychodzi na to, że na
stres również. Z powrotem podeszłam do kotary, odetchnęłam głęboko i wyjrzałam
na tłum. Nadal był wielki i głośny. Jak ja mam wystąpić przed tymi wszystkimi
ludźmi?
- Tak w ogóle to cudnie wyglądasz. –
powiedziała Cassidy podchodząc do mnie. Miałam na sobie asymetryczną sukienkę
na jednym ramiączku w prawie takim samym odcieniu błękitu jak moje oczy. Długi
rzemyk od naszyjnika kiepsko wyglądał, więc obwiązałam go raz wokół szyi. Wtedy
wisiorek wisiał zaraz nad dekoltem sukienki. Włosy spięłam nisko z prawej
strony spinką z motylem. Pozwoliłam, by kilka luźnych kosmyków opadało z lewej.
W dodatku końcówki mi się lekko podkręciły podczas spania. Poszłam spać z mokrą
głową, bo prysznic w łazience był włączony, więc, gdy odkręciłam wodę, to
strumień zmoczył mi włosy. Do tego miałam delikatne, białe sandałki na małym
obcasie. Bez makijażu.
Spojrzałam
na Cassidy. Miała rozpuszczone włosy i długą, zwiewną, czerwoną sukienkę.
Do tego założyła czerwone sandałki na wysokim obcasie dodając sobie kilka centymetrów. Na nadgarstku miała bransoletkę z dużym czerwonym kwiatem. Zanim zaczęłam pomagać w przygotowaniach, nasza „szlachecka trójca” ustaliła, że wystąpimy w eleganckich strojach. Chłopacy, byli w czarnych smokingach, choć Cahil stwierdził, że chce trochę się powygłupiać. Dlatego on założył marynarkę z jaskółczym ogonem. Moim zdaniem wyglądał trochę jak lokaj.
Do tego założyła czerwone sandałki na wysokim obcasie dodając sobie kilka centymetrów. Na nadgarstku miała bransoletkę z dużym czerwonym kwiatem. Zanim zaczęłam pomagać w przygotowaniach, nasza „szlachecka trójca” ustaliła, że wystąpimy w eleganckich strojach. Chłopacy, byli w czarnych smokingach, choć Cahil stwierdził, że chce trochę się powygłupiać. Dlatego on założył marynarkę z jaskółczym ogonem. Moim zdaniem wyglądał trochę jak lokaj.
- Dzięki – odpowiedziałam – Ty też wyglądasz
niesamowicie. – dodałam zgodnie z prawdą, na co odpowiedziała mi uśmiechem.
- Chyba możemy zaczynać. – stwierdził Solis
stając obok nas.
- Wszyscy na scenę! Naprzód, marsz! –
zawołał Cahil kierując się w stronę sceny krokiem defiladowym z wyprostowanym
przed siebie ramieniem. Za nim poszedł Domin kręcąc z niezadowoleniem głową.
Następna poszła Cassidy zanosząc się śmiechem, gdy Cahil zasalutował
publiczności.
- Teraz ty. – powiedział cicho Solis kładąc
mi rękę na plecach. Dopiero teraz się zorientowałam, że jest moja kolej, a nie
ruszyłam się z miejsca.
- Przepraszam.
- Wszystko będzie dobrze. – zapewnił mnie
delikatnie się uśmiechając. Jego oczy miały pocieszycielski wyraz – Ja zaraz za
tobą.
Trochę mnie
to uspokoiło. Zamknęłam oczy, wzięłam głęboki wdech i wypuściłam ze świstem
powietrze. Moje nogi się wreszcie ruszyły i wyszłam na scenę. Zaraz za sobą
czułam ciepło bijące od ciała Solisa. Miejsce na plecach, w którym mnie dotknął
zaczęło mrowić. Zignorowałam to. A raczej kompletnie o tym zapomniałam, gdy
stanęłam przed tym tłumem. Cała aula była wypełniona, a za otwartymi drzwiami gromadziły
się jeszcze dziesiątki aniołów. Niektóre z nich unosiły się pod sufitem, albo zaglądały
przez okna z zewnątrz.
Najpierw
nasza piątka przywitała ludzi. Potem po kolei zaczęliśmy opisywać jak będzie
przebiegał festiwal. Opowiadaliśmy (chociaż ja prawie się nie odzywałam), co
będzie się działo podczas każdego dnia. Poinformowaliśmy, gdzie znajdują się
punkty pomocy, informacje i miejsca, w których można coś zjeść, dodając, że
wszystko będzie pokazane podczas oprowadzania. Za każdym razem, gdy kończyliśmy
opisywać jakiś dzień, schodziliśmy ze sceny, a na nią wchodziły jakieś osoby mające coś pokazać. Tancerze, muzycy
lub gimnastyczki. Różne występy i pokazy umiejętności, jak na jakimś konkursie
talentów.
Przez cały
czas czułam na sobie zaintrygowane,
przestraszone lub wrogie spojrzenia. Prawdopodobnie przez moje włosy. Podczas
oprowadzania szłam na czele grupy opowiadając o szkole to co ćwiczyłam na
próbach. Zapoznałam gości trochę z historią szkoły, pokazałam wszystkie ważne
miejsca i koło siedemnastej zaprowadziłam z powrotem do auli. Podczas
oprowadzania nikt nie zadawał mi specjalnie pytań, tylko wtedy, gdy naprawdę
czegoś nie wiedzieli. Trzymali mnie na dystans.
Po tym jak
wszystkie wycieczki wróciły do auli z powrotem nasza piątka wyszła na scenę i
się pożegnała. Wszyscy się rozeszli, a ja odetchnęłam z ulgą. Usiadłam na podłodze
opierając się o scenę i wreszcie napiłam się wody. Rozmyślałam o dzisiejszym
dniu. Nie było tak źle jak myślałam. Co prawda nie podoba mi się, tyle osób
zraziło się do mnie przez kolor moich włosów, ale nikt nie obdarowywał mnie też
niemiłymi komentarzami. W sumie ten dzień był nawet fajny.
Siedziałam
tak z zamkniętymi oczami przez dłuższą chwilę. Byłam tak pogrążona w swoich
myślach, że nie zdawałam sobie sprawy z obecności Solisa, dopóki się nie
odezwał.
- I jak było? – spytał. Otworzyłam oczy i
okazało się, że siedzi po turecku obok mnie.
- Nawet nieźle. – odparłam zgodnie z prawdą.
– Choć czuję, że anioły za bardzo za mną nie przepadają.
Westchnął,
ale nic nie odpowiedział. Zastanawiałam się o czym myśli. Po dłuższej chwili
milczenia poczułam narastające skrępowanie. Zaczęłam w głowie szukać różnych
tematów, by wypełnić ciszę, ale jak na złość nic nie przychodziło mi do głowy.
Na całe szczęście Solis nie miał takiej pustki w głowie.
- Cahil nieźle się dzisiaj odstawił, co nie?
– prychnął rozbawiony.
- Wyglądał trochę jak służący. – odparłam chichocząc.
- Hej! Ludziom się podobało! – zawołał nagle
głos za nami, na który podskoczyłam zaskoczona. Na scenie stał Cahil udając
oburzenie. – Przyciągałem uwagę. – dodał dumnie wypinając pierś.
- O, tak! To na pewno. Choć nie wiem, czy powinieneś
być z tego powodu dumny. – powiedział Solis próbując ukryć złośliwy uśmiech (co
mu niezbyt dobrze mu wyszło)
- Zawsze trzeba być z siebie dumnym, gdy
przyciąga się wzrok. To znaczy, że ludzie Cię zauważają. – nie poddawał się
Cahil z szerokim uśmiechem, a Solis wybuchł głośnym śmiechem.
- O, nie! Dumna to może być Luna, bo wygląda
przepięknie, ale ty zro… - urwał i zastygł w bezruchu. Czułam jak policzki
zaczynają mi płonąć. Solis spojrzał na mnie. Zobaczyłam w jego oczach
zakłopotanie równie wielkie jak moje, więc pospiesznie odwróciłam wzrok,
wiedząc, że czerwienię się jeszcze bardziej. Odchrząknął i kontynuował – ale ty,
zrobiłeś z siebie głupka.
Cahil przez
chwilę się nie odzywał, ale wyglądał na lekko rozbawionego.
- Po prostu kocham rozśmieszać ludzi. Taki
mam już charakter. – powiedział w końcu. – Cassidy wymyśliła sobie, żebyśmy
razem zjedli kolację i przedyskutowali otwarcie jutrzejszego dnia. Idziecie?
- Uhm, już idę. – odpowiedziałam.
- Taa, ja też. – odparł Solis wstając. Potem
odwrócił się w moją stronę i podał mi rękę, nie patrząc na mnie.
- Dzięki – podałam mu dłoń, a on pociągnął
mnie w górę.
Cała nasza
trójka skierowała się do stołówki, a mi w głowie przez cały czas dźwięczały
słowa Solisa.
„Wygląda
przepięknie”
Blog rewelacyjny, w każdej wolnej chwili czytam go, myślami ciągle jestem przy nim :)
OdpowiedzUsuńMimo iż to nie jest to mój ulubiony gatunek ten blog mnie wciągnął. Codziennie sprawdzam czy jest nowy rozdział i smutna jestem gdy go jeszcze nie ma :(
Życzę weny i powodzenia w pisaniu bo serio świetnie ci to idzie aż ci pomału zazdroszczę ;)
mi tak dobrze nie idzie :P
Pati :D