Pamiętnik Luny, 19 maja (poniedziałek)
Wdech i
wydech. Wdech i wydech.
Próbowałam
się uspokoić, jednak nic to nie pomogło. Byłoby prościej, gdybym nie słyszała
tego tłumu. Wyjrzałam za kotarę i od razu tego pożałowałam. Cała aula była
pełna. Było głośno, tłoczno i gorąco, a ja za kilka minut miałam wyjść na scenę
Wdech i
wydech. Wdech i wydech.
- Hej, wszystko gra? – odezwała się za mną
Cassidy.
- Tak – odpowiedziałam piskliwym tonem.
- Spokojnie, wszystko będzie dobrze. –
zaczęła mnie uspokajać – Wdech i wydech, wdech i wydech.
Jęknęłam
wiedząc, że oddychanie nic nie pomoże.
- Luna, zaraz wychodzimy. Przestań się
trząść, bo przyniesiesz nam wstyd. – wtrącił się Domin, co sprawiło, że jeszcze
bardziej zaczęłam panikować.
- Domin. – Cassidy rzuciła mu ostrzegawcze
spojrzenie. – Luna, nie przejmuj się tym snobem. Zobacz – wskazała na Solisa, stojącego
przy butli z wodą – Solis też się denerwuje. Chcesz się napić trochę wody.
- Lepiej nie. Zawsze, gdy coś piję przed
tego typu sytuacjami to dostaję czkawki.